www.netmag.com.pl

Amalia. T. 2 : powieść moralna z życia, wypisana dla życia - strona 90
łość natężył, przy Stryjkowskim został. Czytał żarliwie, wszelakoż smak się nie zaostrzał; pomimo danego słowa otworzył Długosza. Foliał łaciński w dwóch obszernych tomach; choć i to wieża babylońska, straszyć się nie trzeba, bo i tam dzieje nasze. Chęć przeto napiął, miłości do nauk na nowo zawezwał; jednak nie lepiej wiodło się z Długoszem jak wprzódy z Stryjkowskim. Owszem, prędzej go jeszcze odłożył dla łacińskiej mowy.
Zniecierpliwiony wstał; kilka razy przeszedł się po celi, spojrzał przez okno na ogród i pola, i do siebie mówił: — Ziemio prześliczna! tyś mi lepszą księgą, niż dzieła pisane lub rozumy ludzkie. Tyś głowy nie mąciła, ani psuła smaku; ale za każdym krokiem przydawałaś ognia do uczuć domowych! —
Obrócił się, na księgi spojrzał litośnie; żal mu się zrobił: iż nie wytrwał, zawcześnie je przucił. Zasiadł więc na nowo; Kromera pominął, gdyż był po łacinie, kroniką Bielskich zajął się z zapałem. Szło lepiej: język przystępniejszy niżeli w Stryjkowskim, rzeczy zajmujące, format dzieł mniejszy. Niedługo jednak trwało to czytanie, jakaś go ckliwość, nudność orgarnęła; dla roztargnie-