www.netmag.com.pl

Amalia. T. 2 : powieść moralna z życia, wypisana dla życia - strona 89
się i czytał powtórnie to samo, czytał uważniej; na nieszczęście nie szło, iż styl był bez smaku. Mimo to czytał przecież i rozumiał więcej, pojął nie jedno; wszelakoż tą robotą nie zagrzał się cale. "Dzieła stare" pomyślał, "zimne w pojęciach, zimniejsze i w słowach! Wytrwać postanowiłem, niech zmarznę przy nich gdyby lodu bryła, przysiędze cierpliwie; po mrozie zwykle ciepło się rozchodzi."
Zadzwoniono do stołu. Nie rad się odrywał, ale porządek kazał; zabrał się i poszedł. Przy stole siedział zamyślony; grubość ksiąg, ciężkość stylu, myśli nie dostępne, przeprawa przez nie przykra, kłóciły mu w głowie. Już za wiejskiem życiem zabierał się wzdychać; zmiarkował jednak co przyrzekł, skarcił się i onemi zajął się księgami. Do rozmowy z księżmi nie mięszał się wiele; czy się modlił przed stołem, sam pono nie wiedział. Po stole przytomniejszy, lubo modlących się widział, nie brał tego za powinność swoją, lecz powinność księży; skłonił się i wyszedł czem prędzej, by czytać a czytać. W noc późno czytał i dość uczytał wiele; przecież wciąż bez smaku, ponieważ myśli w księdze były mu zbyt obce. Już chętka przychodziła do inszego zabrać się autora; na Długosza już położył rękę. cofnął się jednak, wytrwa-