www.netmag.com.pl

Amalia. T. 2 : powieść moralna z życia, wypisana dla życia - strona 76
cisnąwszy zamek, wszedł w dziedziniec z miną okazałą.
Odźwierny wyszedł naprzeciwko. Tadeusz zapytał czy wstęp do klasztoru wolny, i kto bibliotekę pod swym trzyma kluczem ?
— Ks. Onufry — odźwierny odpowie — musi jednak pan nieco zaczekać, bo księża są właśnie na jutrzni.
— Tłomoczki poskładali, do kościoła weszli. Szymuś, nie widząc nigdy tak wspaniałych gmachów, głębokim do tego miejsca przejął się szacunkiem. Tadeusz, dumny na ten widok, oddawał w myśli cześć szanownym Przodkom, za sztukę i szczodrotę okazywaną w budowlach takowych. Szymuś, napełniony chwałą Pana Boga, rzucił się na kolana, posadzkę ucałował na oznakę skruchy, przeżegnał się i gorąco modlił. Tadeusz gdyby posąg stał przy drzwiach kościoła, nie śmiał i postąpić, taka wzniosłość do duszy mu wpadła. Do tego głos wdzięczny wychodzący z chóru, miejca mu przypominał świętość. Wszystkie rodzaje sztuk, osobliwie rzeźby i malarstwa, zeszły się tu w harmonijną całość. Ciekawością pchnięty, postąpił, o ławkę się podparł, oczy rozrzucał z pośpiechem 'po ścianach; z kolei podniósł je i