www.netmag.com.pl

Amalia. T. 2 : powieść moralna z życia, wypisana dla życia - strona 74
mności? Może mi z mnichami przyjdzie wodzić sprzeczki o prawdy nowe, o prawdy wschodzące; może to i oni, co dom Sędziostwa podsadzili na mnie. Iść czy nie iść? Mur niby forteca, schwyci mnie, pozbawi wolności! Ależ mnichy dobrze urządzili szkołę, wieś trzymają w spokojności oraz i dostatku, bibliotekę mają mieć nie małą; przytem jestem mężczyzną woli samodzielnej, czegóż się mam wzdrygać?
Domowości! tobie ofiarowałem posługi, tobie życie moje; chociaż z odrazą i obawą słuszną, zwiedzę ten kąt mniszy. Ty mnie nie opuścisz, i pod swą obronę weźmiesz wolność moję! —
To pomyślawszy, naokoło się obejrzał jeszcze, ziemi krajowej miłością pokrzepił; po skrzydłach Domowości spieszył do klasztoru.
— Tu myśl moja musi nabrać hartu, tu się przemienić w istną rzeczywistość, wzmocnić naukami! —
Spojrzawszy na chłopca, rzekł głosem wesołym: — Pójdź Szymusiu; ładny to kąt ziemi, prawie ładniejszy niż dotąd widziane. Zresztą być może, iż zaprawa oka wdzięku nam przyczynia.
— Ten kawał ziemi istotnie jest piękny