www.netmag.com.pl

Amalia. T. 2 : powieść moralna z życia, wypisana dla życia - strona 67
Skinął, Szymuś odszedł; sam kroki zwracając, zawołał w duszy głosem rozczulenia:
— Maro czy prawdo! zaległaś mą duszę; niechże się twa istota rozjaśni przedemną; niech się dowiem czy mnie kusisz, czy prowadzisz do źródła pokoju ! Otwórz tajemnice, a wszędzie pobiegnę, byłeś objawiła środki, mogące posłużyć do uszczęśliwiena domu kochanego. Proszę, odsłoń mi przyczynę ubóstwa naszego, podaj lekarstwo i pozwól go użyć choć przez dzień jeden, choć przez chwilkę jednę! O, nie łudź dłużej, bo widzisz, iż schnę z żądzy do lepszego stanu! —
Ledwo co wysnuł te myśli życzliwe, aż mu ów Kościół stanął przed oczyma raźnie; brama otwarta na oścież; wewnątrz wielki ołtarz, przed ołtarzem kapłan, rozdający komunią świętą.
— Krzyż! Wiara! jawi się przedemną! — zawołał, wzniósłszy ręce w niebo. — Jestże Krzyż od domu rzeczą oderwaną? To pytanie często się nastręcza: raz przeczę temu, drugi raz to stwierdzam; sam nie wiem, którą obrać stronę. O niestałości charakteru człeka! — To powiedziawszy, szedł z głową zwieszoną dokąd nań czekano.
W izbie, domowi brali się właśnie do modły przed jedzą, więc znowu Wiara zajrzała mu