Amalia. T. 2 : powieść moralna z życia, wypisana dla życia - strona 66
się dostał, prowadzącą prostą linią do klasztoru ode wsi przez lasek. Rozciągnął wzrok po niej, i w punkcie przeciwnym klasztor się rozwinął. Drogę tę prostą umyślnie mnichy zbudowali, aby tem bliżej ludku swego byli, i ludek w każdej dobie mógł im się przypatrzyć. Rozpoznać z tego punktu było można snadnie cały skład klasztoru. Murem wysokim opasan naokół, za którym po stronie jednej sady i ogrody, po drugiej budynki; z przodu dziedziniec obszerny, w środku Kościół okrągły na wzór tyary papiezkiej, głowy i strażnicy Wiary. Okrągły, na podobieństwo Kościoła Piotrowego w Rzymie, aby naokół wszystkie okolice przywiązał do siebie; tudzież przyjął do łona każdego przychodnia, przybywającego doń od wschodu, zachodu, północy i południa.
Długo patrzał na ten boży domek, długo pasował się z wiekami ciemności; a gdy się raz jeszcze na nie ostatkiem siły zabiera uderzyć, i moc ich przełamać światłem Obecności, nagle mu na myśl wpada Amalia, a za nią tuż: Spowiedź! Zbladł, na sile opadł, spuścił wymierzony cios. Stał gdyby wryty, oka ni serca nie spuszczał z Kościoła; stał długo, aż Szymuś szukając go, przerwał te marzenia.
Długo patrzał na ten boży domek, długo pasował się z wiekami ciemności; a gdy się raz jeszcze na nie ostatkiem siły zabiera uderzyć, i moc ich przełamać światłem Obecności, nagle mu na myśl wpada Amalia, a za nią tuż: Spowiedź! Zbladł, na sile opadł, spuścił wymierzony cios. Stał gdyby wryty, oka ni serca nie spuszczał z Kościoła; stał długo, aż Szymuś szukając go, przerwał te marzenia.


