Amalia. T. 2 : powieść moralna z życia, wypisana dla życia - strona 65
pilnością można. " Naco mu głos wewnątrz te słowa dodał: "i błogosławieństwem boskiem. " Powtórzył te słowa; lecz martwym językiem, bynajmniej sercem. Wtenczas bowiem rozumem tylko ważył każdą sprawę; od użycia Wiary był jeszczedalekim. Gdy wszystkowsadzie obejrzał troskliwie, zbliżył się do płotku dla zdjęcia nowego widoku. Za sadem łąki, śród których jasno śklniło się jezioro; na lewo jeziora wioski różnej barwy; na prawo za lasem, na wzgórzu dość sporym, klasztor. "Klasztór!" zawołał, dostrzegłszy kopułę, która mu serce na wskroś zdawała się przeszyć. Choć zadrżał na jej widok, wlepił przecież oczy, mierząc ją raz wzniosłości, drugi raz poniżenia okiem. Bąkał pod nosem: "ciemność średniowieczna, sowy przed światłem słonecznem schronione" i już się podsadzał mocą nabytej oświaty, skruszyć ten szczątek mniszego schronienia; aż raptownie słyszy głos wewnętrzny: "stój bracie! tu koniec niewiary! Ten głos powtarzał się częściej; słyszał go wyraźnie, a im częściej go słyszał, tem przyjemniej wpadał mu do ucha. Wstręt słabiał, nikło uprzedzenie, i owa wieża, niby promień słońca po chmurach ciemnych, zajaśniała uroczo!
Kilka kroków postąpił na prawo, na drogę
Kilka kroków postąpił na prawo, na drogę


