Amalia. T. 2 : powieść moralna z życia, wypisana dla życia - strona 61
wynosił się nad nią. W gospodzie czytość i porządek, przyjemnie zapobiegł im we drzwiach. Gospodarz ludzki, na nocleg wiele nie przyrzekał: świeżą słomę, poduszkę pod głowę, pstruchę do nakrycia, do zjedzenia co w domu się znajdzie. Otwartość, wraz z inszemi przymiotami duszy, gdy to mówił, jaśniały mu w twarzy, błyszczały w oczach. Tadeusz uderzony tylu cnotami naraz, zawstydził się: iż wieśniaka za coś niższego uważać się zwykło. Wyrzut nowy drażnął go w sumienie, iż między ludem nie przebywał częściej; cnotami jego własnych nie krasił przymiotów. Domy na wsi, jak u Podstarościego, murowane, czyste i chędogie; ludzie grzeczni, na pytania dawali odpowiedzi mądrze i świadomie. Z czego wniosek wyprowadzić snadny, iż mieli ukształcenie i nie złe wychowanie. Wszedł do szkoły w celu obejrzenia klas, oraz szkolnych sprzętów. Nauczyciel spostrzegłszy podróżnego, pospieszył ochotnie dla dania objaśnień. Otworzył klasy: dwie izby duże, jasne i chędogie, ławki wygodne, podłoga czysto umieciona, okna wymyte, sprzęty na swem miejscu. Tadeusz przyglądał się wszystkiemu ciekawie: Nauczyciel widział mu się człekiem taktu, dobrze wychowanym. Przy wyjściu zapytał się do kogoby wioska należała?


