www.netmag.com.pl

Amalia. T. 2 : powieść moralna z życia, wypisana dla życia - strona 55
niać pracę ponoszoną względem upiększania wiosek; żeś nie obojętny na skutki lenistwa i opieszałości. Sprawiedliwie oburza się serce na widok tej nędznej siedziby, co mówię, na tę czarną niewdzięczność posiadacza onej.
— Zapewne że niewdzięczny — zadąsany Szymuś się odezwie — gliny, drzewa, mają co niemiara, może i wapno tu ztąd niedaleko; mogliby ładne budować chałupy. Na rozumie ani zdrowych ręku, nie brakuje naszym; do tego gdyby na własną zważyli wygodę, osobliwie na ozdobę kraju, brać by ich do tego musiała ochota.
— Prawda, Szymusiu; materyałów mamy do budowy dosyt, rozum potemu oraz zdrowe ręce, aliści przeklęty nałóg wszystko to przemaga. Przyzwyczajono się do nędznych chałup; ciężko obudzić umysły do wygodnych domów. Chłopstwo do nędzy wiosek wiele się przyczynia; bo chociaż własność dziś jeszcze do pana należy, któż jej używa? Nie powinienże być chłopek za to równie dbałym o dobry stan włości; nie płynież w nim ta sama krew, co w panu dziedzicu?
— Chłopi zaiste powinni być dbalsi; niezgoda to panie, jest wszystkiemu winna. Chłop z panem na udry, i ztądto ciężko dobrać się do czego.