www.netmag.com.pl

Amalia. T. 2 : powieść moralna z życia, wypisana dla życia - strona 49
rości mówił, rzekł Tadeusz do się: — Mam śledzić za prawdą daną i onej praktyką; żeby tego ksiądz żądał, mniejbym temu wierzył, ale obywatel zacny! Nowa to karta otwiera się widać; bez oporu pójdę, gdyż co swojskie, to do mnie należy.
— Tu panie — przymówi się Szymuś — dobrze się mają; okrasy pełno i wszystkiego w kłodach wielki dostatek. Chleb na stole zawsze, kraje go każdy co mu się podoba; szmaty na grzbiecie czyste, po domach chędogo; insi tu zdaje się ludzie, niżeli gdzieindziej. O tym czasie po wsiach inszych nie ma co wsypać do garnka, jeden od drugiego pożycza lub żebrze, a tu ani pożyczki ani też żebraka. A zaprząg! konie żeby się wody nie ostała kropla. Może to ta wieś zabytkiem dawnych czasów, gdzie to jak pan mówił, nie miało być nikomu ni głodno ni chłodno. Pod panem Podstarościm, jak się widzi, być dobrze i chłopem.
— Wieś stara jak wiele inszych — Tadeusz odrzeknie — przyczyna dostatku: duch miłujący prawdę objawioną i onej praktykę. Pan Podstarości kładł mi w serce, iż taki to duch oświeca i upięknia wszystko, na co spojrzy oko.
— U Jędrzeja i u drugich, musi panie