www.netmag.com.pl

Amalia. T. 2 : powieść moralna z życia, wypisana dla życia - strona 31
Gospodarz to zmiarkowawszy, odezwał się śmiało; — Paniczowi coś nasze nie smakują dary; niech tylko panicz zagarnie, zajmie całą gębą, a smak się znajdzie: strawy, Bogu dzięki, czysto sporządzone. —
Jedz panicz — gospodyni rzeknie — tośmy przecie nie obcy, wszędzieśmy jednacy, dzieci Pana Boga. Pan Podstarości nieraz u nas jadał; na weselu Zośki zawijał flaki aż mu się kurzyło. —
Tadeusz na te słowa życzliwości bratniej, w duchu się podniósł, dumę szlachecką odgarnął: uśmiechnął się, łyżkę w talerz głęboko zasadził, strawą usta napełnił i zajadał smacznie.
— Otóż to sposób chłopskiego jedzenia — rozweselona powie gospodyni — jedząc całemi usty, coś przecie poczuje się w żołądku; skubiąc kąsek po kąsku, głód się jeno zwiększa.
— Może znużenie, może i nieśmiałość była przyczyną, żem się nie wziął do jedzenia żwawo; ośmielony waszą gościnnością, na drugi raz wam się prosić nie dam. Do wszystkiego nawyknienia trzeba; ponieważ nigdy z chłopkami nie jadłem, miałem odrazę do chłopskiej prostoty i trochę pańskiego przesądu: co razem wziąwszy, tamowało porywczość do jadła.