Amalia. T. 2 : powieść moralna z życia, wypisana dla życia - strona 24
Szymuś przodem do wsi wysyłając oczy, zawoła radośnie: — Wieś spora; dwór, szkoła, kościół, osada niby miasto. Musi tu siedzieć pan możny, dziedzic dobroduszny, kiedy domy tak ładne, czysto pobielone.
— Zapewne pan tu staranny być musi — Tadeusz odpowie — ale i włościanie nie źli; sam pan nie byłby w stanie podnieść osady do tego porządku. Tu niewątpliwie wszyscy razem: pan, ksiądz, nauczyciel, chłopi, odkopują ono szczęście w ziemi zakopane. Każdy tu pewnie przykłada siłę do siły drugiego, na wydobycie szczęśliwości spólnej. —
Za wiejściem do wsi, spytał się Tadeusz gospodarza, rnęża poważnego, zatrudnionego przed domem robotą, czyby na nocleg nie zechciał ich przyjąć. Gospodarz podniósł głowę, kapelusz uchylił, "na wieki wieków" głośno powiedziawszy, odrzekł otwarcie: "a czemuż nie!" Wskazał drzwi do izby, sam zaś dokończał roboty. Gospodyni na głos obcy wyszła, obudwóch przyjęła po ludzku, tłomaczki kazała poskładać, koło stołu usiąść, czekać aż się zgotuje wieczerza, swoi od roboty przyjdą. Tadeusz za ludzkość podziękował pięknie, a ponieważ słońce duży jeszcze kawał do zachodu miało, otrzepał się z kurzu, wyszedł przypatrzyć się wiosce.
— Zapewne pan tu staranny być musi — Tadeusz odpowie — ale i włościanie nie źli; sam pan nie byłby w stanie podnieść osady do tego porządku. Tu niewątpliwie wszyscy razem: pan, ksiądz, nauczyciel, chłopi, odkopują ono szczęście w ziemi zakopane. Każdy tu pewnie przykłada siłę do siły drugiego, na wydobycie szczęśliwości spólnej. —
Za wiejściem do wsi, spytał się Tadeusz gospodarza, rnęża poważnego, zatrudnionego przed domem robotą, czyby na nocleg nie zechciał ich przyjąć. Gospodarz podniósł głowę, kapelusz uchylił, "na wieki wieków" głośno powiedziawszy, odrzekł otwarcie: "a czemuż nie!" Wskazał drzwi do izby, sam zaś dokończał roboty. Gospodyni na głos obcy wyszła, obudwóch przyjęła po ludzku, tłomaczki kazała poskładać, koło stołu usiąść, czekać aż się zgotuje wieczerza, swoi od roboty przyjdą. Tadeusz za ludzkość podziękował pięknie, a ponieważ słońce duży jeszcze kawał do zachodu miało, otrzepał się z kurzu, wyszedł przypatrzyć się wiosce.


