Amalia. T. 2 : powieść moralna z życia, wypisana dla życia - strona 16
— To źle — dodał Szymuś — że człowiek rozumu przekracza granice i robi nad siły. W tym lesie, panie, miluchno przebywać; cisza daleko większa aniżeli po wsiach. Tu zwierzęta, ptaki, każde robactwo rusza się ochotnie, jakoby od kłopotów wolne; a po wsiach pomarszczeni, kwaśni, że aż strach pobiera. Pan Bóg widać wszystko pourządzał dobrze, a człowiek wysilając rozum, boskie psuje dzieła! —
Na wzmiankę o Bogu, Tadeusz spojrzał w niebo, głosem uczucia zawołał: — Boże! wielkie dzieła twoje! Głos to naturalny; na widok dzieł ojcowskich, wdzięczność synowska budzi się co rychło. —
Dochodzili do traktu, zdala usłyszeli turkot, co chwila hurt, hurt z korzenia na korzeń, przytem wołanie: wolno bestyo, bo wywrócisz ! W pojeździe jechali państwo z dziećmi, za niemi szły wozy. Tadeusz za drzewo się schronił, przejeżdzającym nie chcąc się dać poznać; bo się i wstydził podróżnego stroju oraz drogi pieszej.
Szymuś gniewliwie patrząc na onę złą jazdę, pomrukując rzeknie: — czemuż to korzeni nie powycinają, nie pozawalają dołów, mieliby drogi dobre, nie złościliby się i jechali prędko. Jak sobie pościelą tak śpią; miasto
Na wzmiankę o Bogu, Tadeusz spojrzał w niebo, głosem uczucia zawołał: — Boże! wielkie dzieła twoje! Głos to naturalny; na widok dzieł ojcowskich, wdzięczność synowska budzi się co rychło. —
Dochodzili do traktu, zdala usłyszeli turkot, co chwila hurt, hurt z korzenia na korzeń, przytem wołanie: wolno bestyo, bo wywrócisz ! W pojeździe jechali państwo z dziećmi, za niemi szły wozy. Tadeusz za drzewo się schronił, przejeżdzającym nie chcąc się dać poznać; bo się i wstydził podróżnego stroju oraz drogi pieszej.
Szymuś gniewliwie patrząc na onę złą jazdę, pomrukując rzeknie: — czemuż to korzeni nie powycinają, nie pozawalają dołów, mieliby drogi dobre, nie złościliby się i jechali prędko. Jak sobie pościelą tak śpią; miasto


