www.netmag.com.pl

Amalia. T. 1 : powieść moralna z życia wypisana dla życia - strona 58
z nami, gdyśmy od polowy wieku ubiegłego własne porzucili pole; gdy jedni, założywszy ręce w rozpaczy lub próżniactwie dni trawili drogie, drudzy, rozjechawszy się po krainach obcych, szukali własnej i narodu zguby; co się w ten czas stało, zamilczam ze żalu!
— Z postępków zgubnych, zgubne skutki wychodzą zwyczajnie — Władysław odpowie; — azaż my winą, że po wstrząśnieniu wewnątrz, zewnętrzne się osłabienie rozlało po kraju?
— Nie mów, kochany Władziu, że w nas nie ma winy — Matka słów przyda; — Pytam zkąd tyle słabości, niedoświadczenia, zkąd te rozterki, niezgody, potakiwanie zwodniczym zamiarom? Odpowiedź łacna: z utraty wiary we własne siły, z opuszczenia uprawy niwy narodowej, z zuchwałego rozerwania jedności z Przeszłością. Osobistość naszą spuściliśmy z oka, za żywotem Ojców przestaliśmy chodzić, na siłach zwątleli, za obczyzną poszli. Pytam Władziu, stałoż się to z naszej czyli cudzej winy?
— Skończmy tę materyą, — Władysław zadąsany powie; — przez zdania, stan się domowy cale nie poprawi, działania trzeba. Nasi są winni, winniejszymi drudzy:

"Czegóż złośliwy dowcip nie uradzi;
Gdy się na zgubę niewinnych usadzi!"