Amalia. T. 1 : powieść moralna z życia wypisana dla życia - strona 40
słyszał od Dziadzi o harcie duszy, tudzież wspaniałości męzkiej owychże wieków, boleść ogarnia patrzeć na to wyrodzenie. Dziadzio pochodził jeszcze z czasów Sasa; kiedy go chciano w suknie z rozporami oblec, rozgniewany, z obrazą honoru tak wyrodków karcił: "Niewdzięczni, na wiela się poważacie; nie dość żeście ciało odsłonili z narodowych strojów, duszę ogołocili z pamiątek ojczystych, wyzuli ją z zwyczajów, z domowych wysączyli uczuć; chcecie i mnie starego obnażyć, byście się naśmiewali ze mnie, jak się z was naśmiewają ci, których ubiory na sobie nosicie! Na przestrojenie siebie nigdy nie zezwolę, prędzej rzucę klątwę na tego hołysza, który mi się zwyczaje nieswojskie zachwalać poważy! W naszych się urodziłem, wzrosłem, służyłem Ojczyznie, zestarzałem się i w nich umrzeć żądam! Taka moja wola, precz syny niegodne ojców prawowiernych!"
Tak mawiał Dziadzio. Młodzież śmiała się i mówiła w duchu: wdajcie mu pokój, stary, niechaj grzędzi. " Mój ojciec często nam takie opowiadał sceny, zapewne dla wpojenia w nas dzieci, wiary w piękność obyczajów naszych. Na nieszczęście żyli moi rodzice na przejściu od tej bogatej przodków niwy, do zubożonej potomstwa siedziby. Chociaż się sami ze
Tak mawiał Dziadzio. Młodzież śmiała się i mówiła w duchu: wdajcie mu pokój, stary, niechaj grzędzi. " Mój ojciec często nam takie opowiadał sceny, zapewne dla wpojenia w nas dzieci, wiary w piękność obyczajów naszych. Na nieszczęście żyli moi rodzice na przejściu od tej bogatej przodków niwy, do zubożonej potomstwa siedziby. Chociaż się sami ze


