Amalia. T. 1 : powieść moralna z życia wypisana dla życia - strona 38
sławny (jak ktoś powiadał, bom go sam nieczytał), donosi iż z łowów tyle przywożono zwierza, że po warowniach rozsyłano na zapas zwierzynę soloną. Były to łowy, łowy całą gębą, na które prócz szlachty i mnóstwa magnatów, sam raczył Panujący zjeżdżać. Władysław Jagiełło takie sute odprawiał łowy, że się na nie zbierała cała prowincya, a goście zaproszeni przybywali z dalekich okolic i sąsiednich krajów. Drogie, co prawda, były one łowy; osobliwie dla posiadaczy, na których się pozjeżdżano grunta. Miały jednakże, jak wspomniałem ten miły pożytek, że się gościnności używało lubej, obyczaj kształciło. Co prawda, lud wiejski ucierpiał przez te łowy srodze, gnano go na nie na dni kilkanaście o własnym kawałku chleba, a często o głodzie. !
— Poważne to wspomnienia Tadeuszu drogi, cechujące wąsatych i fałdzistych dziadów. Nie przeczę, były to czasy powagi i dobrego mienia; brali tam wszystko na skalę obszerną; męzkim śpiewali tam basem, my nucimy dyszkantem podobnym do pisku!
— Trafneś Władysławie zrobił porównanie; nie tu koniec: obok łowów turnieje były we zwyczaju, gonitwy na dzidy albo też pałasze. Były to igraszki rycerstwu do twarzy;
— Poważne to wspomnienia Tadeuszu drogi, cechujące wąsatych i fałdzistych dziadów. Nie przeczę, były to czasy powagi i dobrego mienia; brali tam wszystko na skalę obszerną; męzkim śpiewali tam basem, my nucimy dyszkantem podobnym do pisku!
— Trafneś Władysławie zrobił porównanie; nie tu koniec: obok łowów turnieje były we zwyczaju, gonitwy na dzidy albo też pałasze. Były to igraszki rycerstwu do twarzy;


