www.netmag.com.pl

Amalia. T. 1 : powieść moralna z życia wypisana dla życia - strona 34
żartów i śmiechów co się któremu z nas przydarzyło.
Panie czekały z porządnym obiadem; apetyt przywieźliśmy dobry i humor wesoły; przy stole węgrzyn burzył się w kielichach, rzęsisto kolej obchodzących w koło, po stole przy kawie i lulce, gawędziliśmy, śmiali się, bawili. Po kolacyi znowu dano karty; a nazajutrz po tęgim bigosie, zawijanych zrazach, butelkach kilku świeżego porteru, pożegnaliśmy dom Pankracego. Otóż to życie, otóż to zabawa, którą tam nie chmurzy żadna myśl zdrożna!
Wstąpiłem do Józefa, i u niego przepędziliśmy uczciwie dzień jeden i drugi; choć mu zabrakło wina, które przed dobą goście wyssączyli do krzty, zabawiliśmy się przy ponczu po ludzku. Zastałem tam mnicha wyćwiczonego nie lada w rzemiośle kwestarskiem; ubawił nas niesłychanie opowiadaniem nowin, anekdotek, które mu się sypały jakoby z rękawa. A gdy zabrakło wątka, zmyślał aż mu się kurzyło, podlewając gardło co chwila ponczem, dla gładszego puszczania zmyślonych nowinek. Był to prawda lis; dla nas młodzieży przyjemniejszy taki, niż jaki zawiesisty ojciec prowincyał, który o niczem, chyba o teologji rozprawia i nudzi.