Amalia. T. 1 : powieść moralna z życia wypisana dla życia - strona 189
pośrednictwa Boga lub człowieka, któż kiedy się obszedł? Któż powie, że nie ma Stwórcy, któremuby nie winien swojego jestestwa? Ktoż zaprzeczy pomocy ze strony bliźnich albo inszych istot ? Nie spiesząże mu na ratunek śród dnia i śród nocy, w interesie ciała, w interesie duszy? Zaprzeczać atoli wpływu pośrednictwa, jest niesprawiedliwością, jest kałem dla człeka. Młódź pożądliwie bieży za światem, łechce zmysły serce zapuszcza odłogiem, wciąż naprzód, nigdy w tył nie patrzy. Gdy zaś w tyle stogi zbiorów wielkich, naprzodzie kuchnia do notowania żywności dla ciała i ducha. Zaniechamy tych zbiorów, będą w kuchni pustki zgłodniali obsiądziemy stoły, zgłodniali od nich odejdziemy. To nasz obraz Władysławie; do zbiorów Wiary i żywota Ojców nie mamy się udawać w zwyczaju; dla tego chudo, ciemno w głowie, zimno w sercu. Otóż żeśmy w błędzie srodze zakochani, odrzucamy uporczywie co nam Juliusz i Serafin z tych" zbiorów podają do jedzy. Wolimy głodzi gonić za pozorem, pozostać przy mniemanej myślenia wolność; niźli zasiąść do stołu dawności czuć się przy nim obywatelem i Chrześcianinem człowiekiem samodzielnym, w życiu poprawionym!

