Alitet odchodzi w góry - strona 99
— To woda ognista. Bardzo dobra. Wcale nie zamarza.
— Che-clie-che, jakoś nie widziałem jeszcze nigdy, żeby w takich naczyniach woziło się wodę ognistą — zauważył drwiąco Eczauto,
— To naczynie dla koczowników, nie tłucze się.
— Tylko że teraz ja sam mam wodę ognistą. Dużo wody ognistej.
— Skąd? — spytał Alitet.
— Che-che — zaczął staruszek. — Przy Gorących Źródłach zjawił się Merykanin. Nazywa się Nick...
— Kupiec? — przerwał Alitet.
— Nie Szuka czegoÅ› w rzeczkach i w kamieniach. Towarów nie ma. Tylko wodÄ™ ognistÄ…. Dawniej na lato przyjeżdżaÅ‚, a teraz zostaÅ‚ na całą zimÄ™. Å?ódź mu siÄ™ popsuÅ‚a. Przy GorÄ…cych ŹródÅ‚ach postawiÅ‚em mu jarangÄ™, miÄ™so posyÅ‚am. DajÄ™ mu reny, żeby miaÅ‚ czym jeździć. Lubi oglÄ…dać naszÄ… ziemiÄ™. Rzeczki, góry rysuje na papierku. To on mi daje wodÄ™ ognistÄ….
Alitet, oszołomiony nowiną, słuchał w napięciu opowiadania Eczauta. Opanowawszy się jednak, nalał kubek samogonu z pęcherza morsa i powiedział:
— Spróbuj mojej, przyjacielu.
Eczauto nie odmówił. Pochylił się, wziął kubek, wypił i oblizując wargi przyznał:
— Dobra woda ognista... A jakie jeszcze towary przywiozłeś? Alitet zaciął się. Wstyd mu było powiedzieć, że nic więcej nie ma.
Wychyliwszy kubek odrzekł z goryczą:
— Wszyscy Merykanie pojechali po towary. Latem przywiozą.
— Aha-a-a! — i Eczauto z otwartymi ustami, udając głupiego, patrzył prosto w oczy Alitetowi.
Ten, zmieszany, odwrócił się i zaczął znowu nalewać samogon do kubków. Wypili jeszcze.
— Eczauto — odezwał się Alitet — czas zbierać swoje reny. Koczować mi się chce.
— Koczuj, koczuj.
— Może bym ja dogonił twoich trzech pastuchów i wziął ich do swojego oddzielnego stada? Co?.
— Che-clie-che, jakoś nie widziałem jeszcze nigdy, żeby w takich naczyniach woziło się wodę ognistą — zauważył drwiąco Eczauto,
— To naczynie dla koczowników, nie tłucze się.
— Tylko że teraz ja sam mam wodę ognistą. Dużo wody ognistej.
— Skąd? — spytał Alitet.
— Che-che — zaczął staruszek. — Przy Gorących Źródłach zjawił się Merykanin. Nazywa się Nick...
— Kupiec? — przerwał Alitet.
— Nie Szuka czegoÅ› w rzeczkach i w kamieniach. Towarów nie ma. Tylko wodÄ™ ognistÄ…. Dawniej na lato przyjeżdżaÅ‚, a teraz zostaÅ‚ na całą zimÄ™. Å?ódź mu siÄ™ popsuÅ‚a. Przy GorÄ…cych ŹródÅ‚ach postawiÅ‚em mu jarangÄ™, miÄ™so posyÅ‚am. DajÄ™ mu reny, żeby miaÅ‚ czym jeździć. Lubi oglÄ…dać naszÄ… ziemiÄ™. Rzeczki, góry rysuje na papierku. To on mi daje wodÄ™ ognistÄ….
Alitet, oszołomiony nowiną, słuchał w napięciu opowiadania Eczauta. Opanowawszy się jednak, nalał kubek samogonu z pęcherza morsa i powiedział:
— Spróbuj mojej, przyjacielu.
Eczauto nie odmówił. Pochylił się, wziął kubek, wypił i oblizując wargi przyznał:
— Dobra woda ognista... A jakie jeszcze towary przywiozłeś? Alitet zaciął się. Wstyd mu było powiedzieć, że nic więcej nie ma.
Wychyliwszy kubek odrzekł z goryczą:
— Wszyscy Merykanie pojechali po towary. Latem przywiozą.
— Aha-a-a! — i Eczauto z otwartymi ustami, udając głupiego, patrzył prosto w oczy Alitetowi.
Ten, zmieszany, odwrócił się i zaczął znowu nalewać samogon do kubków. Wypili jeszcze.
— Eczauto — odezwał się Alitet — czas zbierać swoje reny. Koczować mi się chce.
— Koczuj, koczuj.
— Może bym ja dogonił twoich trzech pastuchów i wziął ich do swojego oddzielnego stada? Co?.


