Alitet odchodzi w góry - strona 96
ROZDZIAÅ? DWUDZIESTY PIERWSZY
Wszystko, co się działo na wybrzeżu, ludzie nazywali nowym życiem. I wszystko to wyprowadzało Aliteta z równowagi. W domu zakazał mówić o nowym życiu. Handel, który go przedtem całkowicie pochłaniał, teraz się skończył. Alitet był zupełnie zbity z tropu, nie wiedział, co robić. Wszystkie towary znajdowały się wyłącznie w rękach Rosjan. Nie było już ani jednego kupca Merykanina. I szalupa zatonęła. I szkuner nie przyszedł. Skąd wziąć towarów? Myśli te doprowadzały Aliteta do obłędu.
Gmerał przy saniach i smętnie układał na nich toporki i wodą ognistą — samogon, wlaną do moczowych pęcherzy morsów. Prawda,
www.villajulianna.pl
Kolka - Tanie hotele
że to dobry towar, ale przecież na saniach nie ma strzelb ani nabojów, ani tytoniu, ani paciorków, ani gumy do żucia. Nie ma także igieł, naparstków, grzebieni, dzwonków.
Alitet przywiązał sanie, chwilę stał nad nimi i zamyślony wszedł do namiotu.
— Tygreno — rzekł — chyba trzeba włożyć tkaną koszulę: będę przynajmniej podobny do Merykanina. Towarów mało w saniach. Całkiem mało. Same toporki tylko.
Wziął koszulę i niechętnie wciągnął ją na siebie.
W kieszeni zaszeleścił papierek pana Browna Taky - Czarnego Żuka.
Alitet wydobył go, rozwinął ostrożnie i wpatrzył się weń tępym wzrokiem.
— Patrz! — potrząsając papierkiem w powietrzu, zwrócił się do Tygreny. — W nim jest dużo towarów. Latem Brown przywiezie. On wie, dokąd przywieźć — pokazałem mu miejsce. Nikt nie zobaczy.
Tygrena milczała.
Wsunąwszy papierek do kieszeni Alitet ubrał się w strój podróżny i wyjechał w góry do swego przyjaciela — hodowcy renów Eczauta.
Stary Eczauto wędrował po tych samych terenach co i w ciągu poprzednich dwóch lat. Ale tryb życia w jego koczowiskach także o mało nie został zakłócony. Pogłoski o jakimś nowym życiu zaczęły docierać i w głąb gór. W ślad za owymi pogłoskami zjawił się Rosjanin i rozmawiał z pastuchami, Eczauto nie wdał się w te czcze rozmowy. Rosjanin nie był kupcem. O czymże miałby z nim mówić?
Wszystko, co się działo na wybrzeżu, ludzie nazywali nowym życiem. I wszystko to wyprowadzało Aliteta z równowagi. W domu zakazał mówić o nowym życiu. Handel, który go przedtem całkowicie pochłaniał, teraz się skończył. Alitet był zupełnie zbity z tropu, nie wiedział, co robić. Wszystkie towary znajdowały się wyłącznie w rękach Rosjan. Nie było już ani jednego kupca Merykanina. I szalupa zatonęła. I szkuner nie przyszedł. Skąd wziąć towarów? Myśli te doprowadzały Aliteta do obłędu.
Gmerał przy saniach i smętnie układał na nich toporki i wodą ognistą — samogon, wlaną do moczowych pęcherzy morsów. Prawda,
Darmowa reklama:
Przyjęcia weselne warszawa
Podzielasz nasze zainteresowania? Zobacz Przyjęcia weselne warszawa - licza się najlepsi.www.villajulianna.pl
Kolka - Tanie hotele
Alitet przywiązał sanie, chwilę stał nad nimi i zamyślony wszedł do namiotu.
— Tygreno — rzekł — chyba trzeba włożyć tkaną koszulę: będę przynajmniej podobny do Merykanina. Towarów mało w saniach. Całkiem mało. Same toporki tylko.
Wziął koszulę i niechętnie wciągnął ją na siebie.
W kieszeni zaszeleścił papierek pana Browna Taky - Czarnego Żuka.
Alitet wydobył go, rozwinął ostrożnie i wpatrzył się weń tępym wzrokiem.
— Patrz! — potrząsając papierkiem w powietrzu, zwrócił się do Tygreny. — W nim jest dużo towarów. Latem Brown przywiezie. On wie, dokąd przywieźć — pokazałem mu miejsce. Nikt nie zobaczy.
Tygrena milczała.
Wsunąwszy papierek do kieszeni Alitet ubrał się w strój podróżny i wyjechał w góry do swego przyjaciela — hodowcy renów Eczauta.
Stary Eczauto wędrował po tych samych terenach co i w ciągu poprzednich dwóch lat. Ale tryb życia w jego koczowiskach także o mało nie został zakłócony. Pogłoski o jakimś nowym życiu zaczęły docierać i w głąb gór. W ślad za owymi pogłoskami zjawił się Rosjanin i rozmawiał z pastuchami, Eczauto nie wdał się w te czcze rozmowy. Rosjanin nie był kupcem. O czymże miałby z nim mówić?
Oznaczenia: Przyjęcia weselne warszawa


