www.netmag.com.pl

Alitet odchodzi w góry - strona 87
sam swojÄ… gÅ‚upiÄ… gÅ‚owÄ…. Przecież psujesz nam tutaj robotÄ™! Alitet kupiÅ‚ ciebieâ€?na pniu ze wszystkimi bebechami. Ten wyzyskiwacz tak ciÄ™ wziÄ…Å‚ w kleszcze, żeÅ› tego nawet nie zauważyÅ‚. Jak o tej twojej kuźni dowie siÄ™ peÅ‚nomocnik Komitetu Rewolucyjnego Å?oÅ›, to ci Å‚eb urwie.
— Przecież ja o tym wszystkim nie miałem pojęcia! — rzucił wylękniony Kuzakow.
— Zamykaj ten swój sklepik i jedź z nami. W Komitecie Rewolucyjnym znajdzie się dla ciebie robota. Jeżeli swędzą cię ręce, to przynajmniej nie na kułaków będziesz pracował.
Waamczo załadował na sanie polowe palenisko i kowadło i rankiem następnego dnia wszyscy razem wyjechali do osady Enmakaj.
Świeciło słońce. Psy biegły po twardej szreni nie zostawiając za sobą śladów. Lody znów podpływały do wybrzeża. Bezkresne pola lodowe rozpostarły się daleko, aż za linię horyzontu. Waamczo biegł obok sań. Kiedy siadał na krótki odpoczynek, Osipow i Kuzakow zeskakiwali z sań.
Pod wieczór zobaczyli jadące z przeciwnej strony sanie Aliteta. Były tak naładowane żelazem, że Alitet, chcąc pomóc psom, musiał ciągnąć pojazd za baran. Kiedy zbliżyli się do siebie, sanie się zatrzymały i Alitet, zbity z tropu, niepewnym głosem zapytał cicho:
— Kuzakow, ty dokąd?
— Do Komitetu Rewolucyjnego odjeżdżam — odparł tamten z mimowolnym współczuciem dla Aliteta.
— Ruszaj, Waamczo — rzekł Osipow.
Alitet długo patrzył na oddalającego się Waamcza, potem na swoje sanie naładowane żelazem i nagle, ni z tego, ni z owego, kopnął nogą psa-przywódcę.

ROZDZIAÅ? DZIEWIĘTNASTY

Zapadając się głęboko w śnieg, z nisko spuszczonymi pyskami, psy krok za krokiem powoli ciągnęły sanie. Przenikliwy północno-zachodni wiatr miotał ostrymi igiełkami lodu i smagał boleśnie twarz Aliteta. Ale Alliet siedział na saniach bez ruchu, nastawiwszy policzek pod wiatr, i nawet nie pokrzykiwał na psy. Dokoła szalała