Alitet odchodzi w góry - strona 77
najprostszych rzeczy z zakresu futrzarstwa? Nie wierzę wam. Czyż nie wiecie, że statek znajduje się w drodze czterdzieści, pięćdziesiąt dni? Chcecie zgnoić skóry w dusznej ładowni okrętu?
— Co wy mówicie, Nikito Siergiejewiczu! Nawet przez myśl mi nie przeszło coś podobnego! Może to tylko przeoczenie z mojej strony, nieznajomość miejscowych warunków.
— Wy je doskonale znacie. Ale my także znamy siÄ™ na tym. Nic -z tego nie bÄ™dzie! — i Å?oÅ› pogroziÅ‚ palcem Å»ochowowi przed nosem.
Jarak patrzył na pełnomocnika z miną zwycięzcy.
— Powierzono wam wielki państwowy majątek, a wy chcecie go zniszczyć wszelkimi możliwymi sposobami. Wiecie, jak to się nazywa?
Żochow milczał.
— Daję wam dziesięć dni czasu na doprowadzenie skór do zupełnego porządku.
— Za pięć dni wszystko zrobimy — rzekł Jarak. — I jeszcze jedno: uprzedzam, jeżeli po moim wyjeździe zechcecie się mścić na Jaraku, niezwłocznie usunę was z pracy. Zrozumieliście?
— Mnie angażował Buragow, zarząd. Tylko zarząd mcże mnie stąd usunąć. Mam takie instrukcje na piśmie — odparł ponuro Żochow.
— Jeżeli zajdzie potrzeba, potrafiÄ™ sam powziąć decyzjÄ™ i usunąć was bez zgody zarzÄ…du. To wszystko! — Å?oÅ› odwróciÅ‚ siÄ™ i wyszedÅ‚ ze skÅ‚adu.
Wciąż jeszcze zdenerwowany, skierował się do szpitala. Powitał go doktor.
— No, jakże? Zrobiliście tam porządek? — wskazał ręką w kierunku faktorii. — O ile zrozumiałem ze słów Jaraka, to sprawa nie błaha.
— Dziękuję wam, doktorze, żeście namówili Jaraka, by przyjechał do Komitetu Rewolucyjnego. Wiecie, co mogło się stać? Wina spadłaby na nas. „Nie komuniści tam byli — powiedziano by — tylko ciamajdy jakieś. Z jednym niedokształconym fachowcem nie mogli sobie poradzić.�
— Cóż to wy ... do mnie pijecie? — spytał urażony lekarz.
— Nie, ja tylko tak sobie, przy sposobnoÅ›ci — i Å?oÅ› objÄ…wszy doktora rozeÅ›miaÅ‚ siÄ™. — Teraz opowiadajcie, co u was sÅ‚ychać!
— Co wy mówicie, Nikito Siergiejewiczu! Nawet przez myśl mi nie przeszło coś podobnego! Może to tylko przeoczenie z mojej strony, nieznajomość miejscowych warunków.
— Wy je doskonale znacie. Ale my także znamy siÄ™ na tym. Nic -z tego nie bÄ™dzie! — i Å?oÅ› pogroziÅ‚ palcem Å»ochowowi przed nosem.
Jarak patrzył na pełnomocnika z miną zwycięzcy.
— Powierzono wam wielki państwowy majątek, a wy chcecie go zniszczyć wszelkimi możliwymi sposobami. Wiecie, jak to się nazywa?
Żochow milczał.
— Daję wam dziesięć dni czasu na doprowadzenie skór do zupełnego porządku.
— Za pięć dni wszystko zrobimy — rzekł Jarak. — I jeszcze jedno: uprzedzam, jeżeli po moim wyjeździe zechcecie się mścić na Jaraku, niezwłocznie usunę was z pracy. Zrozumieliście?
— Mnie angażował Buragow, zarząd. Tylko zarząd mcże mnie stąd usunąć. Mam takie instrukcje na piśmie — odparł ponuro Żochow.
— Jeżeli zajdzie potrzeba, potrafiÄ™ sam powziąć decyzjÄ™ i usunąć was bez zgody zarzÄ…du. To wszystko! — Å?oÅ› odwróciÅ‚ siÄ™ i wyszedÅ‚ ze skÅ‚adu.
Wciąż jeszcze zdenerwowany, skierował się do szpitala. Powitał go doktor.
— No, jakże? Zrobiliście tam porządek? — wskazał ręką w kierunku faktorii. — O ile zrozumiałem ze słów Jaraka, to sprawa nie błaha.
— Dziękuję wam, doktorze, żeście namówili Jaraka, by przyjechał do Komitetu Rewolucyjnego. Wiecie, co mogło się stać? Wina spadłaby na nas. „Nie komuniści tam byli — powiedziano by — tylko ciamajdy jakieś. Z jednym niedokształconym fachowcem nie mogli sobie poradzić.�
— Cóż to wy ... do mnie pijecie? — spytał urażony lekarz.
— Nie, ja tylko tak sobie, przy sposobnoÅ›ci — i Å?oÅ› objÄ…wszy doktora rozeÅ›miaÅ‚ siÄ™. — Teraz opowiadajcie, co u was sÅ‚ychać!


