Alitet odchodzi w góry - strona 68
Ośrodka Krzewienia Kultury. Został mianowany kierownikiem Ośrodka.
— Zuch Andriuszka! — wykrzyknÄ…Å‚ Å?oÅ›. Do saÅ„ podbiegÅ‚ Iliusza MoÅ‚odcow:
— Witajcie, Nikito Siergiejewiczu! Czemużeście się zatrzymali na środku drogi? Podjeżdżajcie do radiostacji. Już wam zainstalowałem łóżko. Wszyscy przenieśli się przecież do jarang.
— Tak, węgla prawie zupełnie nie mamy — rzekł Osipow.
— Dziękuję ci, Iliusza. Ale ja ulokuję się u Iljicza. A łóżko zabierz, na jego miejsce postaw moje biurko.
— Pomieścimy jakoś i łóżko, i biurko, Nikito Siergiejewiczu!
— Nie, nie! — przeciął kategorycznie
www.hotelmonika.pl
Bialowieza - Uszczelnienie tłoka
Å?oÅ›.
— Jednemu tylko kierownikowi Wy działu Finansowego palimy — oznajmił Osipow. — Zachorował na szkorbut: spuchły mu nogi i dziąsła.
— Ze złości chyba zachorował czy co? A może z nadmiaru snu?, Wiosny jeszcze nie ma, a szkorbut — to choroba wiosenna.
— Chcieliśmy go odwieźć do szpitala — nie pojechał.
— I nie trzeba. Ja go tu sam na miejscu wyleczę.
Å?oÅ› odwiÄ…zaÅ‚ worek przymocowany do saÅ„, zarzuciÅ‚ go na ramiÄ™ i udaÅ‚ siÄ™ prosto do kierownika.
Prygunow blady, obroÅ›niÄ™ty, leżaÅ‚ na łóżku. WchodzÄ…cego Å?osia obrzuciÅ‚ obojÄ™tnym spojrzeniem.
— Zachorowałeś?
— Tak, Nikito Siergiejewiczu.
— I węgiel ci nie pomaga?
— Zginę ja tutaj — westchnął Prygunow.
— Oczywiście, że zginiesz. Zobaczysz, wkrótce zęby zaczną cl wypadać.
— Niedobry z was człowiek, Nikito Siergiejewiczu
Å?oÅ› wydostaÅ‚ z worka zamarzniÄ™ty kawaÅ‚ek miÄ™sa foki.
— Masz, jedz. Gryź, póki masz zęby.
— Co wy, Nikito Siergiejewiczu! Czyż ja jestem Czukczem? Nie mogę tego jeść!
— Każę ci! — rzekÅ‚ Å?oÅ› podniesionym gÅ‚osem. — Jak nie masz odwagi sam, bÄ™dziemy jeść razem! — i przysiadÅ‚szy na brzegu łóżka ugryzÅ‚ kawaÅ‚ek miÄ™sa.
— Zuch Andriuszka! — wykrzyknÄ…Å‚ Å?oÅ›. Do saÅ„ podbiegÅ‚ Iliusza MoÅ‚odcow:
— Witajcie, Nikito Siergiejewiczu! Czemużeście się zatrzymali na środku drogi? Podjeżdżajcie do radiostacji. Już wam zainstalowałem łóżko. Wszyscy przenieśli się przecież do jarang.
— Tak, węgla prawie zupełnie nie mamy — rzekł Osipow.
— Dziękuję ci, Iliusza. Ale ja ulokuję się u Iljicza. A łóżko zabierz, na jego miejsce postaw moje biurko.
— Pomieścimy jakoś i łóżko, i biurko, Nikito Siergiejewiczu!
— Nie, nie! — przeciął kategorycznie
Darmowa reklama:
Sale konferencyjne w krakowie
Podzielasz nasze zainteresowania? Zobacz Sale konferencyjne w krakowie - licza siÄ™ najlepsi.www.hotelmonika.pl
Bialowieza - Uszczelnienie tłoka
— Jednemu tylko kierownikowi Wy działu Finansowego palimy — oznajmił Osipow. — Zachorował na szkorbut: spuchły mu nogi i dziąsła.
— Ze złości chyba zachorował czy co? A może z nadmiaru snu?, Wiosny jeszcze nie ma, a szkorbut — to choroba wiosenna.
— Chcieliśmy go odwieźć do szpitala — nie pojechał.
— I nie trzeba. Ja go tu sam na miejscu wyleczę.
Å?oÅ› odwiÄ…zaÅ‚ worek przymocowany do saÅ„, zarzuciÅ‚ go na ramiÄ™ i udaÅ‚ siÄ™ prosto do kierownika.
Prygunow blady, obroÅ›niÄ™ty, leżaÅ‚ na łóżku. WchodzÄ…cego Å?osia obrzuciÅ‚ obojÄ™tnym spojrzeniem.
— Zachorowałeś?
— Tak, Nikito Siergiejewiczu.
— I węgiel ci nie pomaga?
— Zginę ja tutaj — westchnął Prygunow.
— Oczywiście, że zginiesz. Zobaczysz, wkrótce zęby zaczną cl wypadać.
— Niedobry z was człowiek, Nikito Siergiejewiczu
Å?oÅ› wydostaÅ‚ z worka zamarzniÄ™ty kawaÅ‚ek miÄ™sa foki.
— Masz, jedz. Gryź, póki masz zęby.
— Co wy, Nikito Siergiejewiczu! Czyż ja jestem Czukczem? Nie mogę tego jeść!
— Każę ci! — rzekÅ‚ Å?oÅ› podniesionym gÅ‚osem. — Jak nie masz odwagi sam, bÄ™dziemy jeść razem! — i przysiadÅ‚szy na brzegu łóżka ugryzÅ‚ kawaÅ‚ek miÄ™sa.
Oznaczenia: Sale konferencyjne w krakowie


