Alitet odchodzi w góry - strona 65
Piotr Pietrowicz zaciągnął się papierosem, wypuścił kłąb dymu i patrząc surowo na Żochowa powiedział:
— Bardzo daleki jestem od tego, by Jaraka uważać za dzikusa. Powiem więcej: jestem przekonany, że ma słuszność. Nie rozumiem tylko jednego: czemu nie chcecie skorzystać z jego rozsądnej rady? Nie można przecież pakować futer do worków, zanim Jarak nie oczyści ich z tłuszczu.
— Wiecie co, doktorze! — wybuchnął Żochow. — Kierownikiem faktorii jestem ja! Mnie wysłało OKARO na tę placówkę, a nie was. I za pracę faktorii ja odpowiadam. Toteż proszę nie wtykać nosa w moje sprawy. Ja nie chodzę do was do szpitala i nie uczę was, jak leczyć chorych. Zresztą chorzy także nie kwapią się do was. O to się raczej
www.baks.com.pl
Apartamenty
zatroszczcie.
Doktor milczał. Na twarzy jego wystąpiły plamy, dolna warga drżała. Wstał i bez pożegnania ruszył w stronę drzwi.
— Widzicie go, jaki ważny się znalazł! — rzucił za nim Żochow. Wzburzony Piotr Pietrowicz niemal biegł do szpitala. Przez cały
okres swego pobytu na Północy nigdy go tak jeszcze nic nie rozdrażniło. I bez tego ciężko mu było znosić przymusową bezczynność. Wszelkie sposoby stosowane przez niego wspólnie z nauczycielem pozostawały bez rezultatu. Ludzie nie chcieli iść do szpitala. Jedyne, co mu się udało — to wyleczenie ze świerzbu jednego z chłopców uczęszczających do szkoły.
Doktor dobiegł do szpitala i oparłszy rękę na poręczy ganku, zatrzymał się, ciężko dysząc z podniecenia.
— Czemu tu stoisz, doktorze? — spytała serdecznie Mary zauważywszy niezwykłe zdenerwowanie na jego twarzy.
— Nic, nic, Mary. Zaraz przyjdę. Muszę tylko zajść do nauczyciela.
Nauczyciel Kuźnia Dozornyj stał przy kuchence i smażył na patelni mięso rena.
— A, doktor! Proszę, proszę do pokoju. Zaraz będziemy jeść reninę — przywitał go przyjaźnie.
Doktor podszedł do niewielkiej, prymitywnie zrobionej szafki bibliotecznej, obojętnym wzrokiem przebiegł po grzbietach książek i usiadł na krześle.
W małym pokoiku nauczyciela było czysto i przytulnie. Własnej roboty kanapę okrywały skóry reniferowe. Takie same skóry leżały
— Bardzo daleki jestem od tego, by Jaraka uważać za dzikusa. Powiem więcej: jestem przekonany, że ma słuszność. Nie rozumiem tylko jednego: czemu nie chcecie skorzystać z jego rozsądnej rady? Nie można przecież pakować futer do worków, zanim Jarak nie oczyści ich z tłuszczu.
— Wiecie co, doktorze! — wybuchnął Żochow. — Kierownikiem faktorii jestem ja! Mnie wysłało OKARO na tę placówkę, a nie was. I za pracę faktorii ja odpowiadam. Toteż proszę nie wtykać nosa w moje sprawy. Ja nie chodzę do was do szpitala i nie uczę was, jak leczyć chorych. Zresztą chorzy także nie kwapią się do was. O to się raczej
Darmowa reklama:
Zetowniki
Podzielasz nasze zainteresowania? Zobacz Zetowniki - licza się najlepsi.www.baks.com.pl
Apartamenty
Doktor milczał. Na twarzy jego wystąpiły plamy, dolna warga drżała. Wstał i bez pożegnania ruszył w stronę drzwi.
— Widzicie go, jaki ważny się znalazł! — rzucił za nim Żochow. Wzburzony Piotr Pietrowicz niemal biegł do szpitala. Przez cały
okres swego pobytu na Północy nigdy go tak jeszcze nic nie rozdrażniło. I bez tego ciężko mu było znosić przymusową bezczynność. Wszelkie sposoby stosowane przez niego wspólnie z nauczycielem pozostawały bez rezultatu. Ludzie nie chcieli iść do szpitala. Jedyne, co mu się udało — to wyleczenie ze świerzbu jednego z chłopców uczęszczających do szkoły.
Doktor dobiegł do szpitala i oparłszy rękę na poręczy ganku, zatrzymał się, ciężko dysząc z podniecenia.
— Czemu tu stoisz, doktorze? — spytała serdecznie Mary zauważywszy niezwykłe zdenerwowanie na jego twarzy.
— Nic, nic, Mary. Zaraz przyjdę. Muszę tylko zajść do nauczyciela.
Nauczyciel Kuźnia Dozornyj stał przy kuchence i smażył na patelni mięso rena.
— A, doktor! Proszę, proszę do pokoju. Zaraz będziemy jeść reninę — przywitał go przyjaźnie.
Doktor podszedł do niewielkiej, prymitywnie zrobionej szafki bibliotecznej, obojętnym wzrokiem przebiegł po grzbietach książek i usiadł na krześle.
W małym pokoiku nauczyciela było czysto i przytulnie. Własnej roboty kanapę okrywały skóry reniferowe. Takie same skóry leżały
Oznaczenia: Zetowniki


