Alitet odchodzi w góry - strona 49
— Czy ten człowiek to nie „kaczak�? — spytał stary.
Słowo „milicjant� nie przyjęło się jeszcze na wybrzeżu i ludzie dawnym zwyczajem nazywali milicjanta „kaczakiem�, czyli kozakiem.
— Oto tam zbudowaliśmy mu małą jarangę — staruszek wskazał kijem.
Milicjant Chochłow spał wyciągnąwszy się z kąta w kąt swojej małej komory. Koło lampy tłuszczowej siedziała przystojna dziewczyna w barwnej perkalowej sukience i coś szyła.
— DzieÅ„ dobry! — rzekÅ‚ Å?oÅ›.
Dziewczyna spojrzała na niego zdumiona i rzuciwszy robotę zaczęła tarmosić Chochłowa. Milicjant przeciągnął się, ziewnął szeroko i otworzywszy oczy szybko podniósł się z miejsca. Ubrany w pyżykowe spodnie i milicyjną bluzę z naszywkami, klęcząc, szybkim ruchem ręki przygładził nastroszone wąsy.
— Melduję, towarzyszu pełnomocniku ...
— Czekaj no, czekaj! — przerwaÅ‚ mu Å?oÅ›. — Cóż to ja jestem dla ciebie MikoÅ‚ajem-CudotwórcÄ…? Czemu klÄ™czysz przede mnÄ…?
— Inaczej się nie da, towarzyszu pełnomocniku. Nie mogę tu stanąć wyprostowany — odrzekł stropiony milicjant.
— I nie trzeba. Kładź się będziemy rozmawiać. Przede wszystkim, co to za dziewica siedzi tu u ciebie?
— To nie dziewica, towarzyszu pełnomocniku, tylko moja żona. — Jak to, na serio ożeniłeś się?
— No, oczywiście, towarzyszu pełnomocniku. Już jest w ciąży ... A jakże tu żyć w samotności? Jak człowiek nie przyzwyczajony, to powiesić się może z nudów. I do tego jeszcze: ugotować jedzenie, obszyć — wszystkiego tego przecież człowiek potrzebuje. A poza tym i rozmawiać ich językiem prędzej się z nią człowiek nauczy. I ludzie odnoszą się jak do swojego. Dzięki ich pomocy — mam już sanie z pełnym zaprzęgiem. Czyż pieniędzy państwowych starczyłoby na wszystko? W Komendzie Gubernialnej Milicji myślą pewnie, że tutaj pies kosztuje pół rubla, a on — jak koń. Słowo daję, ze u nas w Barnaule koń taniej kosztuje. A dobry pies-przywódca jest wprost bezcenny. Płacą za takiego po pięć lisów polarnych! A jeden lis — to czterdzieści rubli. No, to proszę, liczcie. Zresztą, wy przecież sami to wiecie.
Słowo „milicjant� nie przyjęło się jeszcze na wybrzeżu i ludzie dawnym zwyczajem nazywali milicjanta „kaczakiem�, czyli kozakiem.
— Oto tam zbudowaliśmy mu małą jarangę — staruszek wskazał kijem.
Milicjant Chochłow spał wyciągnąwszy się z kąta w kąt swojej małej komory. Koło lampy tłuszczowej siedziała przystojna dziewczyna w barwnej perkalowej sukience i coś szyła.
— DzieÅ„ dobry! — rzekÅ‚ Å?oÅ›.
Dziewczyna spojrzała na niego zdumiona i rzuciwszy robotę zaczęła tarmosić Chochłowa. Milicjant przeciągnął się, ziewnął szeroko i otworzywszy oczy szybko podniósł się z miejsca. Ubrany w pyżykowe spodnie i milicyjną bluzę z naszywkami, klęcząc, szybkim ruchem ręki przygładził nastroszone wąsy.
— Melduję, towarzyszu pełnomocniku ...
— Czekaj no, czekaj! — przerwaÅ‚ mu Å?oÅ›. — Cóż to ja jestem dla ciebie MikoÅ‚ajem-CudotwórcÄ…? Czemu klÄ™czysz przede mnÄ…?
— Inaczej się nie da, towarzyszu pełnomocniku. Nie mogę tu stanąć wyprostowany — odrzekł stropiony milicjant.
— I nie trzeba. Kładź się będziemy rozmawiać. Przede wszystkim, co to za dziewica siedzi tu u ciebie?
— To nie dziewica, towarzyszu pełnomocniku, tylko moja żona. — Jak to, na serio ożeniłeś się?
— No, oczywiście, towarzyszu pełnomocniku. Już jest w ciąży ... A jakże tu żyć w samotności? Jak człowiek nie przyzwyczajony, to powiesić się może z nudów. I do tego jeszcze: ugotować jedzenie, obszyć — wszystkiego tego przecież człowiek potrzebuje. A poza tym i rozmawiać ich językiem prędzej się z nią człowiek nauczy. I ludzie odnoszą się jak do swojego. Dzięki ich pomocy — mam już sanie z pełnym zaprzęgiem. Czyż pieniędzy państwowych starczyłoby na wszystko? W Komendzie Gubernialnej Milicji myślą pewnie, że tutaj pies kosztuje pół rubla, a on — jak koń. Słowo daję, ze u nas w Barnaule koń taniej kosztuje. A dobry pies-przywódca jest wprost bezcenny. Płacą za takiego po pięć lisów polarnych! A jeden lis — to czterdzieści rubli. No, to proszę, liczcie. Zresztą, wy przecież sami to wiecie.


