www.netmag.com.pl

Alitet odchodzi w góry - strona 48
Oczy Aliteta błysnęły jak oczy drapieżnego zwierza. Chwycił nauczyciela za nogę i zaczął wyciągać go z jarangi.
— Puść! — krzyknął Dworkin.
Ale Alitet zawzięcie wlókł go dalej. Za namiotem nauczyciel przewrócił się na plecy i silnym kopnięciem prawej nogi odtrącił ręce napastnika. Zerwał się z ziemi i z całej siły uderzył Aliteta w wystającą kość policzkową. Alitet rzucił się na nauczyciela. Dworkin odskoczył w bok i drugim potężnym ciosem zwalił go W śnieg.
Z twarzą nabiegłą krwią, groźnie patrząc na przeciwnika czekał, kiedy tamten wstanie.
Ale Alitet leżał na śniegu i szczerząc zęby uśmiechał się do niego. Nie podnosząc się rzekł:
— Na tym wybrzeżu nikt mnie jeszcze nigdy nie powalił na ziemię.
Dworkin pogroził mu pięścią i wrócił na lekcję. Na drugi dzień w czasie zajęć szkolnych do jarangi Waamcza przyszedł mały Goj-Goj, syn Aliteta.
— Ojciec mnie przysłał, żebym się uczył — oświadczył chłopczyk.
— Doskonale! — odrzekł Dworkin. — Rozbieraj się.

ROZDZIAÅ? JEDENASTY

Dwunastego dnia po wyjeździe z Rewkomu Å?oÅ› przybyÅ‚ do Zatoki Źródlanej. Spadziste wybrzeże wydaÅ‚o mu siÄ™ zupeÅ‚nym odludziem. Tu, na zboczu góry, rysowaÅ‚y siÄ™ niewyraźnie szczyty zaledwie trzech zasypanych Å›niegiem jarang. Ale i te domostwa rozrzucone byÅ‚y daleko jedno od drugiego.
Po ziemi kurzyła zadymka i niebo wisiało tak nisko, jakby to ono przygniotło swym ciężarem owe trzy nędzne chałupiny. Aż trudno było uwierzyć, że tu, gdzieś w pobliżu, żyją ludzie.
Å?oÅ› zatrzymaÅ‚â€? zaprzÄ™g przy najbliższej jarandze. Jakby spod Å›niegu wyrósÅ‚ mężczyzna z odkrytÄ… gÅ‚owÄ… i przywitaÅ‚ Å?osia przyjaźnie.
— Staruszku — rzekł do niego naczelnik. — Nie słyszałeś czegoś o rosyjskim człowieku, który ubiegłe] jesieni miał wysiąść na brzeg w tej zatoce?