Alitet odchodzi w góry - strona 4
Tygrena pokazała go synkowi:
— Popatrz, Ajwamie, żona słońca wyszła.
W oddali, przy brzegu, pojawił się kajak. Tygrena zawołała głośno, z zachwytem:
— Patrz, patrz, Ajwamie! Kajak! To Waamczo płynie!
Kajak sunÄ…Å‚ po wodzie z opuszczonym żaglem. Od szczytu masztu do brzegu wyciÄ…gnÄ…Å‚ siÄ™ dÅ‚ugi cienki rzemieÅ„. WzdÅ‚uż wybrzeża biegÅ‚o pięć psów, które wlokÅ‚y kajak na rzemieniu. Å?ódź szybko Å›lizgaÅ‚a siÄ™ po gÅ‚adkiej powierzchni morza zbliżajÄ…c siÄ™ w kierunku osady Enmakaj.
Wyrostek-poganiacz, w samych tylko fokowych spodniach, biegł obok psów i na jego ciemnobrązowym ciele igrały promienie słońca.
Kajak podpłynął do brzegu. Waamczo wyskoczył prosto w wodę. Co tchu podbiegł do Tygreny, by jak najprędzej opowiedzieć jej niezwykłe nowiny. Twarz płonęła mu podnieceniem i chociaż w kajaku nie pracował przy wiosłach, na szyi jego wystąpił pot. Bez słowa usiadł przy nogach Tygreny i patrząc w morze, cicho powiedział:
— Złe wieści przywiozłem, Tygreno. Posłyszałem je w sąsiedniej osadzie.
— Jakie, Waamczo? — spytała zaniepokojona.
— Drapieżny mors zatopił szalupą Aliteta. Ludzie zginęli. Wszyscy. Dużo naszych łowców zginęło.
— Utonęli? Wszyscy? — z wyrazem przerażenia na twarzy pytała Tygrena.
— Wszyscy utonęli. Tylko Charlie-Czerwony Nos zdołał wdrapać się na krę. Znaleźli go ludzie, kiedy umierał... I Alitet utonął.
W duszy Tygreny smutek walczył z radością. Nie mogła utrzymać się na nogach, usiadła na kamieniach. Tuląc dziecko do piersi trwała w milczeniu. Milczał także i Waamczo. Ludzie wyciągali kajak na brzeg.
Tygrena ogarnęła syna serdecznym spojrzeniem.
— Teraz, Ajwamie, zmieni się chyba nasze życie — szepnęła. Przez chwilę twarz jej rozjaśniła się szczęściem. Nikt nie zmusi
jej obecnie do życia w Enmakaj. Nie ma już Aliteta. Znowu sposępniała. Ileż to kobiet zostało nagle bez mężów! I Tumatuge, i Apa i Kejnin, i Walchirgyn... A Gyrgol? Dopiero co się ożenił... „Żal mi ludzi� — pomyślała smętnie.
— Popatrz, Ajwamie, żona słońca wyszła.
W oddali, przy brzegu, pojawił się kajak. Tygrena zawołała głośno, z zachwytem:
— Patrz, patrz, Ajwamie! Kajak! To Waamczo płynie!
Kajak sunÄ…Å‚ po wodzie z opuszczonym żaglem. Od szczytu masztu do brzegu wyciÄ…gnÄ…Å‚ siÄ™ dÅ‚ugi cienki rzemieÅ„. WzdÅ‚uż wybrzeża biegÅ‚o pięć psów, które wlokÅ‚y kajak na rzemieniu. Å?ódź szybko Å›lizgaÅ‚a siÄ™ po gÅ‚adkiej powierzchni morza zbliżajÄ…c siÄ™ w kierunku osady Enmakaj.
Wyrostek-poganiacz, w samych tylko fokowych spodniach, biegł obok psów i na jego ciemnobrązowym ciele igrały promienie słońca.
Kajak podpłynął do brzegu. Waamczo wyskoczył prosto w wodę. Co tchu podbiegł do Tygreny, by jak najprędzej opowiedzieć jej niezwykłe nowiny. Twarz płonęła mu podnieceniem i chociaż w kajaku nie pracował przy wiosłach, na szyi jego wystąpił pot. Bez słowa usiadł przy nogach Tygreny i patrząc w morze, cicho powiedział:
— Złe wieści przywiozłem, Tygreno. Posłyszałem je w sąsiedniej osadzie.
— Jakie, Waamczo? — spytała zaniepokojona.
— Drapieżny mors zatopił szalupą Aliteta. Ludzie zginęli. Wszyscy. Dużo naszych łowców zginęło.
— Utonęli? Wszyscy? — z wyrazem przerażenia na twarzy pytała Tygrena.
— Wszyscy utonęli. Tylko Charlie-Czerwony Nos zdołał wdrapać się na krę. Znaleźli go ludzie, kiedy umierał... I Alitet utonął.
W duszy Tygreny smutek walczył z radością. Nie mogła utrzymać się na nogach, usiadła na kamieniach. Tuląc dziecko do piersi trwała w milczeniu. Milczał także i Waamczo. Ludzie wyciągali kajak na brzeg.
Tygrena ogarnęła syna serdecznym spojrzeniem.
— Teraz, Ajwamie, zmieni się chyba nasze życie — szepnęła. Przez chwilę twarz jej rozjaśniła się szczęściem. Nikt nie zmusi
jej obecnie do życia w Enmakaj. Nie ma już Aliteta. Znowu sposępniała. Ileż to kobiet zostało nagle bez mężów! I Tumatuge, i Apa i Kejnin, i Walchirgyn... A Gyrgol? Dopiero co się ożenił... „Żal mi ludzi� — pomyślała smętnie.


