www.netmag.com.pl

Alitet odchodzi w góry - strona 34
— Dlaczego sto? Sto pięćdziesiÄ…t — skwapliwie poprawiÅ‚ Å?oÅ›.
— Nie, nie! — podnosząc rękę, kategorycznie zaprotestował Dawydow. — A kaszę na czym będziecie gotować? — i zwracając się do inżyniera dodał: — A zatem, towarzyszu, otrzymujemy sto ton.
— Jakoś dociągniemy.
Radosna wiadomość o węglu lotem błyskawicy obiegła statek. Natychmiast rozległy się dźwięki harmonii i jakiś marynarz tańczył już na pokładzie hopaka.
— Jak siÄ™ nazywacie? — spytaÅ‚ Å?osia kierownik ekspedycji.
— Nikita Siergiejewicz.
— Jakże my się wam odwdzięczymy, Nikito Siergiejewiczu?
— Nie macie za co się odwdzięczać, towarzyszu kierowniku. Ale i ja mam kłopot; nie możemy uruchomić radiostacji. Może byście wy, towarzyszu, nam pomogli. Mój chłopaczek jakoś nie może sobie dać rady.
Dawydow wezwał pierwszego oficera i wydał rozkaz:
— Towarzyszu, ogłoście alarm — cała załoga do ładowania bunkra. Radiotelegrafistów od pracy wyłączcie i całą zmianę poślijcie na brzeg. Natychmiast! Trzeba uruchomić radiostację na wybrzeżu. Czy mamy worki do przeniesienia węgla?
— Mamy.
— Po co nosić? My to znacznie szybciej zrobimy przy pomocy psów — rzekÅ‚ Å?oÅ›. — Zaraz pojadÄ™ na lÄ…d i zbiorÄ™ wszystkie sanie z pobliskich osad. Zrobimy to piorunem.
— Doskonale! Zwlekać nie można. Warunki lodowe zmieniają się z godziny na godzinę.
Zapadła noc. Na statku zapłonął reflektor oświecając kry, po których szli grupami marynarze. Nie zdążyli dojść do wybrzeża, gdy koło węgla stały już psie zaprzęgi.
Marynarze szybko Å‚adowali wÄ™giel do worków, a kajurzy przywiÄ…zywali je do swych saÅ„. Przed północÄ… Å?oÅ› sprowadziÅ‚ jeszcze mnóstwo saÅ„ z innych osad. Całą noc w Å›wietle reflektora nieprzerwanie snuÅ‚y siÄ™ psie zaprzÄ™gi od wybrzeża do statku i od statku do wybrzeża.
Å?oÅ›, znużony po dniu peÅ‚nym napiÄ™cia i po bezsennie spÄ™dzonej nocy, z ostatnim zaprzÄ™giem przybyÅ‚ na pokÅ‚ad.