Alitet odchodzi w góry - strona 33
— Obecnie jesteśmy w katastrofalnej sytuacji — rzekł posępnie kierownik ekspedycji. — Cały węgiel wymietliśmy, do ostatniego k?-wałeczka. Jak widzicie, pozostała nam tylko pusta skrzynia żelazna — westchnął i mówił dalej: — Nie dobrnęlibyśmy do bazy węglowej w Zatoce Opatrzności. A przecież potrzebujemy całkiem niedużo paliwa. Teraz grozi nam przymusowy postój, a zapasów zimowych nie mamy. Stoimy wobec strasznej perspektywy: opuszczenia statku i zejścia na ląd. Stu dwudziestu ludzi załogi!
Å?oÅ› sÅ‚uchaÅ‚ z uwagÄ… słów kierownika ekspedycji, a jednoczeÅ›nie rozważaÅ‚:
„Mam sto pięćdziesiąt ton węgla. Oddać im? Nie, nie można. Jeżeli oddam — trzeba będzie zwinąć całą pracę Rewkomu. Ale przecież przezimowałem tu już z Andriejem bez węgla i pracy nie przerwaliśmy. Zamknąć nowy dom i przenieść się do jarang? ...�
Komisarz Domnikow zakończył:
— Na statku nie zostało już nic, co dałoby się spalić, ale mimo wszystko nie wolno nam statku porzucić.
Å?oÅ› odchrzÄ…knÄ…Å‚ i rozpiÄ…wszy koÅ‚nierz bluzy rzekÅ‚:
— Będziemy musieli wam pomóc.
— W jaki sposób? — spytał niedowierzająco kierownik ekspedycji.
— Mam sto pięćdziesiąt ton ...�
— Węgla?!... — wykrzyknęli jednogłośnie Dawydow i komisarz.
— Tak, węgla.
— Dyżurny! Dawaj tu szybko inżyniera! — zawoÅ‚aÅ‚ radoÅ›nie kierownik ekspedycji i zwracajÄ…c siÄ™ do Å?osia zapytaÅ‚:
— Ale ten węgiel — to przecież wasz opał. Jakże przetrwacie zimę bez niego?
— O nas, towarzyszu kierowniku, nie frasujcie siÄ™, przeżyjemy — odrzekÅ‚ stanowczym tonem Å?oÅ›.
Wszedł inżynier.
— Ile potrzebujemy węgla, żeby dotrzeć do bazy? — zwrócił się do wchodzącego Dawydow.
Zapytany przez chwilę obliczał w myśli i oświadczył melancholijnie:
— Jakieś dwieście ton.
— Sto ton mamy.
Å?oÅ› sÅ‚uchaÅ‚ z uwagÄ… słów kierownika ekspedycji, a jednoczeÅ›nie rozważaÅ‚:
„Mam sto pięćdziesiąt ton węgla. Oddać im? Nie, nie można. Jeżeli oddam — trzeba będzie zwinąć całą pracę Rewkomu. Ale przecież przezimowałem tu już z Andriejem bez węgla i pracy nie przerwaliśmy. Zamknąć nowy dom i przenieść się do jarang? ...�
Komisarz Domnikow zakończył:
— Na statku nie zostało już nic, co dałoby się spalić, ale mimo wszystko nie wolno nam statku porzucić.
Å?oÅ› odchrzÄ…knÄ…Å‚ i rozpiÄ…wszy koÅ‚nierz bluzy rzekÅ‚:
— Będziemy musieli wam pomóc.
— W jaki sposób? — spytał niedowierzająco kierownik ekspedycji.
— Mam sto pięćdziesiąt ton ...�
— Węgla?!... — wykrzyknęli jednogłośnie Dawydow i komisarz.
— Tak, węgla.
— Dyżurny! Dawaj tu szybko inżyniera! — zawoÅ‚aÅ‚ radoÅ›nie kierownik ekspedycji i zwracajÄ…c siÄ™ do Å?osia zapytaÅ‚:
— Ale ten węgiel — to przecież wasz opał. Jakże przetrwacie zimę bez niego?
— O nas, towarzyszu kierowniku, nie frasujcie siÄ™, przeżyjemy — odrzekÅ‚ stanowczym tonem Å?oÅ›.
Wszedł inżynier.
— Ile potrzebujemy węgla, żeby dotrzeć do bazy? — zwrócił się do wchodzącego Dawydow.
Zapytany przez chwilę obliczał w myśli i oświadczył melancholijnie:
— Jakieś dwieście ton.
— Sto ton mamy.


