Alitet odchodzi w góry - strona 229
Wyruszył w nocy nie czekając ranka. Niebo było zachmurzone, gwiazdy się skryły, ziemia pogrążyła się w ciemnościach. Wśród ciszy nocnej psy biegły dobrym kłusem. Alitet jechał całą noc. Dopiero nad ranem przyszło mu na myśl, że nie zawadziłoby je nakarmić, od razu jednak postanowił jechać bez odpoczynku prosto do samego Enmakaj i pognał psy jak szalony. Nigdy jeszcze nie obchodził się z nimi tak bezlitośnie. Od czasu do czasu bez żadnej potrzeby ciskał w nie ościeniem i lekie sanie ciągnięte przez dwadzieścia osiem psów mknęły wciąż chyżej i chyżej.
Ani na rozprawie sÄ…dowej, ani podczas rozmowy z Andriejem i Å?osiem nie ogarniaÅ‚a go taka wÅ›ciekÅ‚ość jak teraz, kiedy znalazÅ‚ siÄ™ sam jeden wÅ›ród rozlegÅ‚ej przestrzeni. Na myÅ›l o Rosjanach pÅ‚onÄ…Å‚ takÄ… nienawiÅ›ciÄ…, jakiej nie odczuwaÅ‚ jeszcze nigdy w życiu.
Przed nim snuÅ‚y siÄ™ mgÅ‚y, sÅ‚aÅ‚y siÄ™ nisko po ziemi. PrzypomniaÅ‚o mu siÄ™ urwisko Niedźwiedzie Ucho, gdzie chciaÅ‚ zabić Å?osia i Andrieja — i wÅ›ciekÅ‚y na siebie zaklÄ…Å‚:
— Merkiczkin!
Siedząc na saniach zamierzył się ościeniem i z całej siły uderzył po grzbiecie najbliższego psa. Ten zaskowyczał, upadł, powlókł się naprzód — stracił władzę w nogach. Alitet zatrzymał zaprzęg, odpiął psa i porzuciwszy go puścił się w dalszą drogę.
„Oczy bolą, kiedy człowiek patrzy na Rosjan, uszy drżą. kiedy słucha ich mowy. Jak ja mogłem wtedy przegapić ostre głazy urwiska Niedźwiedzie Ucho?! — myślał.,— A Brown? Oszust Brown! Qd księżyca do księżyca przesiedziałem w wąwozie Ptasi Dziób. I nie doczekałem się! Wszyscy oni, ci tańgowie, są tacy sami! Zepsuli ludzi na wybrzeżu. Nawet Lok! Teraz mówi o sobie, że jest «idącym naprzód», ma czerwoną książeczkę, w której tkwi jego jednooka twarz. Wali się stare życie. Mocne obyczaje ostały się jeszcze tylko w górach. Co prawda i tam Rosjanie zaczęli już docierać...�
Alitet wzdychał ciężko, w ciszy nocnej snując swe rozmyślania.
„Trzeba prędko, prędko wyjechać w góry, jak najdalej od Rosjan. Tam oni mimo wszystko niezbyt często� zaglądają. U Eczauta zostały jeszcze moje reny. I u Papyla. Mam także coś niecoś u drobnych właścicieli. Trzeba zająć co lepsze pastwiska.�
Przyjechawszy do domu zbudził Narginaut i krzyknął:
— Stara foko! Śpisz zamiast witać męża! Zajmij się psami!
Ani na rozprawie sÄ…dowej, ani podczas rozmowy z Andriejem i Å?osiem nie ogarniaÅ‚a go taka wÅ›ciekÅ‚ość jak teraz, kiedy znalazÅ‚ siÄ™ sam jeden wÅ›ród rozlegÅ‚ej przestrzeni. Na myÅ›l o Rosjanach pÅ‚onÄ…Å‚ takÄ… nienawiÅ›ciÄ…, jakiej nie odczuwaÅ‚ jeszcze nigdy w życiu.
Przed nim snuÅ‚y siÄ™ mgÅ‚y, sÅ‚aÅ‚y siÄ™ nisko po ziemi. PrzypomniaÅ‚o mu siÄ™ urwisko Niedźwiedzie Ucho, gdzie chciaÅ‚ zabić Å?osia i Andrieja — i wÅ›ciekÅ‚y na siebie zaklÄ…Å‚:
— Merkiczkin!
Siedząc na saniach zamierzył się ościeniem i z całej siły uderzył po grzbiecie najbliższego psa. Ten zaskowyczał, upadł, powlókł się naprzód — stracił władzę w nogach. Alitet zatrzymał zaprzęg, odpiął psa i porzuciwszy go puścił się w dalszą drogę.
„Oczy bolą, kiedy człowiek patrzy na Rosjan, uszy drżą. kiedy słucha ich mowy. Jak ja mogłem wtedy przegapić ostre głazy urwiska Niedźwiedzie Ucho?! — myślał.,— A Brown? Oszust Brown! Qd księżyca do księżyca przesiedziałem w wąwozie Ptasi Dziób. I nie doczekałem się! Wszyscy oni, ci tańgowie, są tacy sami! Zepsuli ludzi na wybrzeżu. Nawet Lok! Teraz mówi o sobie, że jest «idącym naprzód», ma czerwoną książeczkę, w której tkwi jego jednooka twarz. Wali się stare życie. Mocne obyczaje ostały się jeszcze tylko w górach. Co prawda i tam Rosjanie zaczęli już docierać...�
Alitet wzdychał ciężko, w ciszy nocnej snując swe rozmyślania.
„Trzeba prędko, prędko wyjechać w góry, jak najdalej od Rosjan. Tam oni mimo wszystko niezbyt często� zaglądają. U Eczauta zostały jeszcze moje reny. I u Papyla. Mam także coś niecoś u drobnych właścicieli. Trzeba zająć co lepsze pastwiska.�
Przyjechawszy do domu zbudził Narginaut i krzyknął:
— Stara foko! Śpisz zamiast witać męża! Zajmij się psami!

