www.netmag.com.pl

Alitet odchodzi w góry - strona 139
— Nigdy nie przypuszczałem, że wy, kobieta uważająca się za człowieka kulturalnego, tak wspaniale przyswoiliście sobie zwyczaje zdeklarowanych bandytów.
Walentyna Jurjewna roześmiała się głośno.
— Przecież jestem łowcą!
— Mister Diagileff! Czekam na pańską decyzję — podjął Nick. — Powtarzam: nie ma pan innego wyjścia. Wszystkie zebrane przez pana materiały będą w moich rękach i ja znajdę sposobność poinformowania, że zostały one zdobyte za cenę dwudziestu tysięcy dolarów.
- Szantaż i bandytyzm! — gniewnie rzucił Diagilew, — Ale nie zapominajcie, że Amguema ruszy najwcześniej za pięć dni. Do tego czasu zjawi się tu milicjant Chochłow.
— Ach, tak! — zapiszczał
Darmowa reklama:

Kosmetyki do demakijażu

Podzielasz nasze zainteresowania? Zobacz Kosmetyki do demakijażu - licza się najlepsi.
www.fridgebyyde.com

Karpacz góry

Sabler. — Wobec tego rozprawimy się z wami po kolei! — i nieoczekiwanie dla wszystkich z miejsca strzelił prosto w czoło Diagilewa.
— Psie! — krzyknął na Sablera Amerykanin. — Do diabła, jest pan głupi jak cielę! Uwierzył mu pan, że naprawdę ktoś tutaj przyjdzie!
— Mister Nick, pan nie zdaje sobie sprawy, w jakiej sytuacji się znajdujemy. Mówiłem przecież panu, że zobowiązano mnie do stawienia się w Komitecie Rewolucyjnym. Powiedziano mi wprost,
że jeżeli nie zjawię się sam, dostawi mnie milicjant. Pan wie, jaki to olbrzym?! Jeżeli się na niego natkniemy, jemu także trzeba natychmiast wsadzić kulę w łeb. Inaczej sterroryzuje nas wszystkich.
— Nic a nic pan nie rozumie,
sir! Przez pańskie głupie tchórzostwo straciłem mnóstwo dolarów. Ten inżynier miał wysoką wartość — nawet związany, a teraz nadaje się — do diabła! — tylko na przynętę dla lisów!
— Stało się! — stwierdził Sabler. — Teraz nie ma co o tym mówić. A ostatecznie ja też mam jakąś wartość... Trzeba tylko jak najprędzej zlikwidować trupa. Nie wykluczone, że milicjant rzeczywiście zwali się nam na kark. A wtedy trudniej będzie wytłumaczyć nasz postępek.
W dwa dni później mister Nick, Sabler i jego żona szli po mchach tundry dźwigając na plecach żywność i materiał na żagiel. Kierowali się ku brzegowi Amguemy, gdzie stała szalupa.
Rzeka zrywała swe okowy niosąc ostatnie kawałki kry do Oceanu Lodowatego. Mżył wiosenny deszczyk.
Oznaczenia: Kosmetyki do demakijażu