Alitet odchodzi w góry - strona 13
— Przywiozłem — rzekł Kapitan. — Wzywano mnie na naradą do Komitetu. To z mojej inicjatywy!
— O, za to bardzo ci dziÄ™kujÄ™, Michaile Pietrowiczu! — Å?oÅ› zadarÅ‚ brodÄ™ do góry i przesunÄ…Å‚ rÄ™kÄ… po szyi. — Tak sÄ… nam tutaj potrzebne!...
ROZDZIAÅ? TRZECI
W ciasnym domku dawnego Rewkomu zebrali siÄ™ w oczekiwaniu na Å?osia nowoprzybyli pracownicy.
Doktor Piotr Pietrowicz, wyglądający na lat czterdzieści, z szeroką, dobroduszną twarzą, stał przy odręcznie zrobionej schematycznej mapie Półwyspu Czukockiego i rozmawiał z geologiem Diagilewem.
— Spójrzcie, WÅ‚odzimierzu NikoÅ‚ajewiczu! To z pewnoÅ›ciÄ… ostatnie, przejrzane i uzupeÅ‚nione wydanie UrzÄ™du Kartograficznego Å?osia — rzekÅ‚ ironicznie do inżyniera pokazujÄ…c wiszÄ…cÄ… na Å›cianie mapÄ™.
Diagilew, wysoki, szczupÅ‚y mężczyzna o energicznej twarzy, wyjÄ…Å‚ z torby polowej drukowanÄ… mapÄ™ i zestawiajÄ…c jÄ… z mapÄ… Å?osia stwierdziÅ‚ ze zdumieniem:
— Trzeba przyznać, że mimo wszystko dokÅ‚adniejsza i lepsza od mojej. Widzicie, Piotrze Pietrowiczu, tu u mnie jest jednolita biaÅ‚a plama. Tylko linia wybrzeża — i to niedokÅ‚adna. A na mapie Å?osia wszystkie zatoki i przylÄ…dki zaznaczone ...
Inżynier pogrążył się w studiowaniu mapy Komitetu Rewolucyjnego.
Trzej mÅ‚odzi ludzie przeglÄ…dali uważnie zeszyt Å?osia z czukockimi wyrazami i zdaniami. Byli to nauczyciele: NikoÅ‚aj Dworkin, Kuźma Dozornyj i MichaiÅ‚ Skorikow. ZainteresowaÅ‚o ich tworzenie liczebników w jÄ™zyku czukockim.
— Patrzcie, chłopcy, to ogromnie ciekawe — odezwał się nauczyciel Skorikow. — Zauważyłem, że cały swój system liczenia opierają tutaj nie na dziesiątkach, lecz na piątkach.
— Nie może być! — wysunął wątpliwość Dworkin. — Widzisz: jeden — inneń, dziesięć — myngitken, jedenaście — myngitken inneń parol. Jasne, że podstawową liczbą jest dziesięć.
— O, za to bardzo ci dziÄ™kujÄ™, Michaile Pietrowiczu! — Å?oÅ› zadarÅ‚ brodÄ™ do góry i przesunÄ…Å‚ rÄ™kÄ… po szyi. — Tak sÄ… nam tutaj potrzebne!...
ROZDZIAÅ? TRZECI
W ciasnym domku dawnego Rewkomu zebrali siÄ™ w oczekiwaniu na Å?osia nowoprzybyli pracownicy.
Doktor Piotr Pietrowicz, wyglądający na lat czterdzieści, z szeroką, dobroduszną twarzą, stał przy odręcznie zrobionej schematycznej mapie Półwyspu Czukockiego i rozmawiał z geologiem Diagilewem.
— Spójrzcie, WÅ‚odzimierzu NikoÅ‚ajewiczu! To z pewnoÅ›ciÄ… ostatnie, przejrzane i uzupeÅ‚nione wydanie UrzÄ™du Kartograficznego Å?osia — rzekÅ‚ ironicznie do inżyniera pokazujÄ…c wiszÄ…cÄ… na Å›cianie mapÄ™.
Diagilew, wysoki, szczupÅ‚y mężczyzna o energicznej twarzy, wyjÄ…Å‚ z torby polowej drukowanÄ… mapÄ™ i zestawiajÄ…c jÄ… z mapÄ… Å?osia stwierdziÅ‚ ze zdumieniem:
— Trzeba przyznać, że mimo wszystko dokÅ‚adniejsza i lepsza od mojej. Widzicie, Piotrze Pietrowiczu, tu u mnie jest jednolita biaÅ‚a plama. Tylko linia wybrzeża — i to niedokÅ‚adna. A na mapie Å?osia wszystkie zatoki i przylÄ…dki zaznaczone ...
Inżynier pogrążył się w studiowaniu mapy Komitetu Rewolucyjnego.
Trzej mÅ‚odzi ludzie przeglÄ…dali uważnie zeszyt Å?osia z czukockimi wyrazami i zdaniami. Byli to nauczyciele: NikoÅ‚aj Dworkin, Kuźma Dozornyj i MichaiÅ‚ Skorikow. ZainteresowaÅ‚o ich tworzenie liczebników w jÄ™zyku czukockim.
— Patrzcie, chłopcy, to ogromnie ciekawe — odezwał się nauczyciel Skorikow. — Zauważyłem, że cały swój system liczenia opierają tutaj nie na dziesiątkach, lecz na piątkach.
— Nie może być! — wysunął wątpliwość Dworkin. — Widzisz: jeden — inneń, dziesięć — myngitken, jedenaście — myngitken inneń parol. Jasne, że podstawową liczbą jest dziesięć.


