Alfred de Musset : studyum literackie Edwarda Lubowskiego. - strona 54
ślady poszła cała gromada młodzieniaszków, opiewających swe przedwczesne rozczarowania, swoje "poorane bladym smutkiem czoła" i swoje kochanki, które ich zawsze zdradzały. I stało się, że Musset wytworzył mimowoli szkołę, w której pośród wielu wzorowych uczniów znalazła się cała rzesza naśladowców na ślepo, naśladowców strony zewnętrznej, dekoracyi. biorących słabostki mistrza za jego charakterystyczne i konieczne znamiona. I stało się, że jego swobodny i szczery polot przeistoczyli na bezwstyd, niby artystyczny, sceptycyzm poety-filozofa na bezbarwną niewiarę. I stało się, że to, co u mistrza było najwyższą szczerością, najgłębszem uczuciem, najsroższą boleścią krwawą, to u naśladowców przerodziło się w afektowany szum słów, sprowadzający w następstwie zły smak, skrzywione poczucie estetyczne, i... przytłumienie prawdziwej poezyi tam, gdzieby może wytrysnąć mogła pozostawiona sama sobie. Kierunek ten, któryby nazwać można sentymentalnością rozpusty, wzbił się w górę we Francyi aż do czasu najnowszych wypadków; u nas nie rozwielmożnił się tak dalece, nie ogarnął wszystkich lir poetycznych, ale wiele, z nich nastrojił fałszywie. Ufajmy, że gdy stare struny pękną, czego sobie życzyć trzeba — nowe zabrzmią akordem zrozumiałym dla tych przedewszystkiem, dla których dźwięk swojski, niesztuczny i niewyszukany, stokroć milszy od obcego.


