Aleksander hr. Wielopolski Margrabia Gonzaga Myszkowski - strona 8
nionych narodowości polskiej w Kongresówce, czego usilnie domagała się opinia całego narodu, manifestująca się w dobitny sposób co do tych prowincyj.
Oznaczywszy t.z. ideę Wielopolskiego jego własnemi słowami, wyrazić tu musimy zadziwienie nad sposobem, jakim panegiryści zmarłego margrabiego usiłują, spopularyzować pomiędzy Polakami jego panslawistyczną politykę, przedstawiając ją jako narodową i mogącą jedynie nas ocalić, jej zaś autora, jako męża przeznaczeń i bohatera, godnego stanąć wobec tych mężów stanu, którzy tak co do zasad, jako też i celu nie sprzeniewierzyli się nigdy tradycji, na którą złożyła się tysiącletnia przeszłość, wszystkie krzywdy i męczeństwo Polaków.
Zadziwienie to nasze nie jest wolnem od oburzenia. Wszakże to nasze oburzenie wydać się musi każdemu sprawiedliwemu a niezbłąkanemu doktryneryzmem umysłowi, jako zupełnie uzasadnione, skoro powiemy, iż w tem sfałszowaniu niedawnej historji margrabiego Wielopolskiego, kryje się nowe samobójcze pokuszenie, usiłujące Polaków rzucić w objęcia caratu, i tobez żadnych warunków, z jedyną pokorną prośbą, ażeby nam zapomniano, iż byliśmy narodem, że jesteśmy narodem, i że jako naród historyczny walczyliśmy i upominaliśmy się o nasze prawa i o naszą wolność.
Margrabia Wielopolski politykę swoją pojednania i państwowego złączenia się z Moskwą wyrabiał w długich chwilach samotności, które spędzał w dobrach swoich, odosobniony od ludzi, od których odpychała go duma i wyniosłość charakteru.
W młodości swojej gorącego serca, pałał żądzą odznaczenia się i gotów był orężem wal-
Oznaczywszy t.z. ideę Wielopolskiego jego własnemi słowami, wyrazić tu musimy zadziwienie nad sposobem, jakim panegiryści zmarłego margrabiego usiłują, spopularyzować pomiędzy Polakami jego panslawistyczną politykę, przedstawiając ją jako narodową i mogącą jedynie nas ocalić, jej zaś autora, jako męża przeznaczeń i bohatera, godnego stanąć wobec tych mężów stanu, którzy tak co do zasad, jako też i celu nie sprzeniewierzyli się nigdy tradycji, na którą złożyła się tysiącletnia przeszłość, wszystkie krzywdy i męczeństwo Polaków.
Zadziwienie to nasze nie jest wolnem od oburzenia. Wszakże to nasze oburzenie wydać się musi każdemu sprawiedliwemu a niezbłąkanemu doktryneryzmem umysłowi, jako zupełnie uzasadnione, skoro powiemy, iż w tem sfałszowaniu niedawnej historji margrabiego Wielopolskiego, kryje się nowe samobójcze pokuszenie, usiłujące Polaków rzucić w objęcia caratu, i tobez żadnych warunków, z jedyną pokorną prośbą, ażeby nam zapomniano, iż byliśmy narodem, że jesteśmy narodem, i że jako naród historyczny walczyliśmy i upominaliśmy się o nasze prawa i o naszą wolność.
Margrabia Wielopolski politykę swoją pojednania i państwowego złączenia się z Moskwą wyrabiał w długich chwilach samotności, które spędzał w dobrach swoich, odosobniony od ludzi, od których odpychała go duma i wyniosłość charakteru.
W młodości swojej gorącego serca, pałał żądzą odznaczenia się i gotów był orężem wal-


