Aleksander hr. Wielopolski Margrabia Gonzaga Myszkowski - strona 73
posłany do Warszawy, ażeby wpływ Wielopolskiego ograniczył i plany jego reorganizacji Królestwa paraliżował. Butny i pyszny margrabia wydał się Petersburgowi zanadto zuchwałym, nie podobało się tam dążenie jego do ogarnięcia całego rządu i z tem dążeniem prowadzono tajemną walkę.
O tej walce jednak, jak to wspominaliśmy, publiczność nic nie wiedziała, chociaż interesem margrabiego było, ażeby wiadomość o niej jak najwięcej się rozszerzyła. W takim bowiem razie opinja byłaby stanęła przy nim przeciw Petersburgowi i reperując jego popularność, byłaby powoli z nim się godziła i działanie jego popierała. Wielopolski jednak jakby z rozmysłem czynił się coraz więcej niepopularnym. Być może, iż wynikało to z planów jego polityki, że sądził, iż chwila, w której stanie się popularnym, obudzi nieufność cara ku niemu i spowoduje jego usunięcie. Jeżeli tak było, jeżeli rzeczywiście dane mu przez naród uznanie i poparcie sprowadziłoby natychmiastowy jego upadek, w takim razie nieprzyjazne zachowanie się wobec siego ogółu, przedstawić się musi jako fakt dobrej i rozumnej polityki. Dlaczegoż więc dzisiaj panegiryści Wielopolskiego czynią wyrzuty narodowi, iż go opuścił i piętnują go mianem szalonego, iż nie poznał ręki, która mu niosła ocalenie? Naszą opinję pod tym względem już wypowiedzieliśmy, oceniając jego politykę, wyrażoną w liście do Metternicha, jako niegodną.
Jeżeli cele jej były tylko pozorne, jeżeli margrabia uważał je jako zasłonę, zakrywającą cel rzeczywiście polski, która dlatego tylko została przez niego użytą, ażeby mu kiedyś ułatwiła opanowanie stanowiska wpływowego w rządzie, dając mu potrzebne do tego stanowiska
O tej walce jednak, jak to wspominaliśmy, publiczność nic nie wiedziała, chociaż interesem margrabiego było, ażeby wiadomość o niej jak najwięcej się rozszerzyła. W takim bowiem razie opinja byłaby stanęła przy nim przeciw Petersburgowi i reperując jego popularność, byłaby powoli z nim się godziła i działanie jego popierała. Wielopolski jednak jakby z rozmysłem czynił się coraz więcej niepopularnym. Być może, iż wynikało to z planów jego polityki, że sądził, iż chwila, w której stanie się popularnym, obudzi nieufność cara ku niemu i spowoduje jego usunięcie. Jeżeli tak było, jeżeli rzeczywiście dane mu przez naród uznanie i poparcie sprowadziłoby natychmiastowy jego upadek, w takim razie nieprzyjazne zachowanie się wobec siego ogółu, przedstawić się musi jako fakt dobrej i rozumnej polityki. Dlaczegoż więc dzisiaj panegiryści Wielopolskiego czynią wyrzuty narodowi, iż go opuścił i piętnują go mianem szalonego, iż nie poznał ręki, która mu niosła ocalenie? Naszą opinję pod tym względem już wypowiedzieliśmy, oceniając jego politykę, wyrażoną w liście do Metternicha, jako niegodną.
Jeżeli cele jej były tylko pozorne, jeżeli margrabia uważał je jako zasłonę, zakrywającą cel rzeczywiście polski, która dlatego tylko została przez niego użytą, ażeby mu kiedyś ułatwiła opanowanie stanowiska wpływowego w rządzie, dając mu potrzebne do tego stanowiska


