Album włoskie - strona 119
Z swemi skałami, z cyprysami swemi.
A pod mem oknem na zamczysku starym,
Co czerniał zdala by zamek zaklęty,
Kilkoro dziewcząt we wieczorze szarym,
Tańczyło niżej śród alei krętej;
I księżyc świecił, i bębnił bębenek,
I wietrzyk dmuchał w puchy ich sukienek.
I tak dwa chóry brzmiały na przemiany,
Tam pieśń pielgrzymów, tu dziewczęce tany;
A niebios przestrzeń mgłą srebrzystej sieci
Jednako swoje owiewała dzieci.
Cyprysów cienie kładły się po drogach,
Co tam w dolinę szły między zarosłe,
I kędy stąpał mnich o bosych nogach,
I wieśniak goniąc objuczone ośle,
I dziewczę równo kroczyło z amforą
Od miejskich studzien, kędy płótna piorą.
I błogo było patrzeć na kraj ony,
Jakby do zgodnej pieśni nastrojony;
Po którym ręka przedwieczna uderza
W strunę wesela, to w strunę pacierza.
Dziś z tych klasztorów rozeszły się mnichy,
Opustoszały drogi niegdyś ludne,
I tylko niebo jednakowo cudne
Oświeca pustkę w wieczór senny, cichy.
A pod mem oknem na zamczysku starym,
Co czerniał zdala by zamek zaklęty,
Kilkoro dziewcząt we wieczorze szarym,
Tańczyło niżej śród alei krętej;
I księżyc świecił, i bębnił bębenek,
I wietrzyk dmuchał w puchy ich sukienek.
I tak dwa chóry brzmiały na przemiany,
Tam pieśń pielgrzymów, tu dziewczęce tany;
A niebios przestrzeń mgłą srebrzystej sieci
Jednako swoje owiewała dzieci.
Cyprysów cienie kładły się po drogach,
Co tam w dolinę szły między zarosłe,
I kędy stąpał mnich o bosych nogach,
I wieśniak goniąc objuczone ośle,
I dziewczę równo kroczyło z amforą
Od miejskich studzien, kędy płótna piorą.
I błogo było patrzeć na kraj ony,
Jakby do zgodnej pieśni nastrojony;
Po którym ręka przedwieczna uderza
W strunę wesela, to w strunę pacierza.
Dziś z tych klasztorów rozeszły się mnichy,
Opustoszały drogi niegdyś ludne,
I tylko niebo jednakowo cudne
Oświeca pustkę w wieczór senny, cichy.

