Album Maksa i Aleksandra Gierymskich - strona 93
wzajemny do siebie i do widza, na charakter ogólny koloru w zestawieniu z charakterem sali lub gmachu, jakie zdobić miały, odmawiali prawa bytu całej jednej sztuce, jeżeli nawet nie sztuce całej.
«Wobec malarstwa weneckiego — pisze H. Taine w drugim tomie swej Podróży po Włoszech, — człowiek nie ma ochoty ani analizować, ani rozumować; jeżeli się do tego bierze, to tylko z musu. Oczy rozkoszują się, i to już wszystko: rozkoszują się jak oczy Wenecjan z XV wieku; Wenecja bowiem nie stanowiła wcale ogniska literatury lub krytyki, jak Florencja; malarstwo było tam uzupełnieniem rozkoszy otaczającej, dekoracją sali godowej lub niszy architekturalnej. Chcąc je sobie wytłumaczyć trzeba stanąć w pewnym oddalęn i u, zamknąć oczy, czekać, aby wrażenie się przytępiło; wtedy dopiero umysł pełni swoją powinność.
A dalej:
«Stopniowanie i naprzemianległość plam jasnych i ciemnych, które idą za falą mięśniową tułowia, ścieranie się i zgodność dwóch tonów ciała, które się przenikają i przekształcają przez wzajemną wymianę refleksów, światło drgające, które strzępi się na blasze ciemnej, plama purpurowa ożywiona sąsiedztwem tonu zielonego, słowem — bogata harmonia, która wychodzi z kolorów miarkowanych, przeciwstawianych i złożonych, napełnia oko, jak strójdźwięk, który wychodzi z instrumentów, napełnia ucho; oto tutaj dar jedyny. Dzięki temu pomysłowi kształty są ożywione; inne. obok nich wydają się abstrakcyjnymi. Gdzie indziej oddzielono ciało od jego otoczenia, uproszczono je i zredukowano; zapomniano, że kontur jest tylko granicą koloru, że kolor dla oka stanowi już przedmiot. Jeżeli bowiem oko jest wrażliwe, to od-
«Wobec malarstwa weneckiego — pisze H. Taine w drugim tomie swej Podróży po Włoszech, — człowiek nie ma ochoty ani analizować, ani rozumować; jeżeli się do tego bierze, to tylko z musu. Oczy rozkoszują się, i to już wszystko: rozkoszują się jak oczy Wenecjan z XV wieku; Wenecja bowiem nie stanowiła wcale ogniska literatury lub krytyki, jak Florencja; malarstwo było tam uzupełnieniem rozkoszy otaczającej, dekoracją sali godowej lub niszy architekturalnej. Chcąc je sobie wytłumaczyć trzeba stanąć w pewnym oddalęn i u, zamknąć oczy, czekać, aby wrażenie się przytępiło; wtedy dopiero umysł pełni swoją powinność.
A dalej:
«Stopniowanie i naprzemianległość plam jasnych i ciemnych, które idą za falą mięśniową tułowia, ścieranie się i zgodność dwóch tonów ciała, które się przenikają i przekształcają przez wzajemną wymianę refleksów, światło drgające, które strzępi się na blasze ciemnej, plama purpurowa ożywiona sąsiedztwem tonu zielonego, słowem — bogata harmonia, która wychodzi z kolorów miarkowanych, przeciwstawianych i złożonych, napełnia oko, jak strójdźwięk, który wychodzi z instrumentów, napełnia ucho; oto tutaj dar jedyny. Dzięki temu pomysłowi kształty są ożywione; inne. obok nich wydają się abstrakcyjnymi. Gdzie indziej oddzielono ciało od jego otoczenia, uproszczono je i zredukowano; zapomniano, że kontur jest tylko granicą koloru, że kolor dla oka stanowi już przedmiot. Jeżeli bowiem oko jest wrażliwe, to od-


