www.netmag.com.pl

Album Maksa i Aleksandra Gierymskich - strona 80
od drzew, kwiatów, trawy lub śniegu; tym mniej jeszcze konie, jakkolwiek malował ich dużo i z całym poczuciem formy, typu.
Tu miejsce jednak podkreślić po raz drugi, że Maks Gierymski nie naciągając wszystkich przejawów natury do swojej maniery wybierał w naturze takie formy tylko, które odpowiadały jego usposobieniu i jego upodobaniom. Widać to po koniach, jakie malował, a które pomimo całej różnorodności formy i typu odznaczają się pewną pokrewnością natury i charakteru. Czy to będą drobne szkapki chłopów mazurskich, biedne, wiecznie melancholijne, z łbami wiecznie spuszczonymi na dół, czy niedobrane konie tymczasowej kawalerii, zajeżdżone, zagłodzone, bez ognia i fantazji, czy też wierzchowce zopfowych jeźdźców, rasowe, inteligentne, wypasione i tak ujeżdżone, że oprócz ruchów potrzebnych do przeniesienia swoich panów z jednego miejsca na drugie nie wykonywują żadnych innych — to zawsze jakiś spokój będzie je charakteryzował albo w wyrazie, albo w ruchu, jeżeli nie w wyrazie i w ruchu razem. Co prawda rysunek tych koni nie zawsze jest doprowadzony do tej doskonałości, z jaką Maks Gierymski formułował kształty i płaszczyzny krajobrazu. Przypatrując im się dłużej i z bliska, można czasem zauważyć bardzo nawet znaczne błędy. Tak na przykład w Pochodzie Kozaków siwy koń, pierwszy z brzegu, jest fałszywie narysowany jako całość: jego przód, odcięty sylwetką Kozaka, który na nim siedzi, nie łączy się z zadem; zdaje się, że należy do innego. Wszystkie jednak wzięte razem robią takie wrażenie, jakiego się doznaje po chwilowym, krótko trwającym spojrzeniu na naturę. A przy tym są tak znakomicie oświetlone, tak