www.netmag.com.pl

Album Maksa i Aleksandra Gierymskich - strona 74
dzane, ścieżki powydeptywane we wszelkich możliwych kierunkach, wiatr wiejący zewsząd i wciskający się wszędzie, powietrze przesiąknięte chłodną wilgocią, słowem,— rozterka, jakby powiedział Malczewski; unheimlich, jak mówili Niemcy patrząc na obraz i źle wnioskując o stanie naszego kraju.
Użycie barw miejscowych obrażało gust wszystkich. Ludzie, dla których zaleta kolorysty leżała w ułożeniu pewnych plam kolorowych odpowiednim do ich gustu konwencjonalnego, wzdrygali się na widok buraczkowego szynku. Ponieważ jednak zaleta istotna kolorysty leży nie w ukolorowaniu obrazu, lecz w zharmonizowaniu wszelkich, choćby najmniej gustownych barw miejscowych, pomału więc pogodzono się z wrażeniem nowym i obraz został nagrodzony złotym medalem na wystawie w Berlinie. Przyznano, że była to natura przeniesiona do sali albo otwór złudzeniem wybity w ścianie, pozwalający z Monachium lub Berlina oddychać powietrzem okolic Warszawy.
Kozacy w pochodzie
przy tym samym oświetleniu bezsłonecznym przedstawiają całkiem inny motyw koloru. Jest to chwila po zachodzie słońca, kiedy pozostałe na niebie blaski zorzy wieczornej czepiają się smug obłoków i kłębków chmur przecinających blady, seledynowy błękit. Mrok sinawy przesłania ziemię i tylko gdzieniegdzie na wyniosłościach pagórków gra jeszcze różowy pobrzask słońca. Zima: mróz zaczyna dopiero ścinać błoto na szosie; po polach leży śnieg. W przekątni z lewej strony ku prawej, przeciwnie niż w Wiośnie, ciągnie się szosa wysadzona topolami, które ocieniają szarą smugę traktu i Kozaków idących po nim