Album Maksa i Aleksandra Gierymskich - strona 70
nym słonecznym świetle. Kto wie nawet, czy z czasem nie byłby się pozbył i tej jeszcze odrobiny jakiejś wyłączności w pojmowaniu natury, jakkolwiek oświetlenie szarawe, przedostające się wszędzie, otaczające przedmiot czy przedmioty ze wszystkich stron, w jego obrazach przeważało.
Tak oświetlone są trzy Polowania zopfowe, Alarm w obozie, Kozacy w pochodzie i Wiosna, czyli najlepsze utwory Maksa Gierymskiego z czasów jego dojrzałej twórczości. Zresztą jeżeli nawet do niektórych ze swoich obrazów oprócz pierwszego, ilustracji do Pana Tadeusza, która oświetlona jest zachodzącym słońcem, i ostatniego, Polowania par force, malowanego w pełnym świetle, wprowadzał słońce, to tylko bardzo blade, przesiane przez mgły i chmury. Bądź co bądź jednak nie było to dlań zasadą bezwzględną. Każdej chwili, odczuwając nowy charakter natury, byłby mógł zmienić charakter swoich obrazów, jakkolwiek ten był ściśle związany z jego temperamentem, z jego usposobieniem łagodnie smutnym, czego o innych malarzach, o całej czeredzie naśladowców, powiedzieć nie można. Wniosek wyprowadzony z pojedynczych zjawisk stał się dla nich nowym prawem, szkołą, dogmatem, który zasłoniwszy im oczy na cały szereg pozostałych zjawisk oświetlenia, okazał się zgubnym: wprowadził rutynę i manierę tak samo sztuczną jak rutyna i maniera oświetlenia silnie kontrastowego.
A przy tym dodać potrzeba, że oświetlenie refleksyjne, czyli — mówiąc po prostu — bezsłoneczne, nie jest wcale synonimem bezbarwności obrazu lub nawet jednostajności koloru. Można w naturze zaobserwować tysiące dni i momentów dnia bez słońca, a każdy będzie inny, inaczej ciekawy w kolorze.
Tak też jest i z obrazami Maksa Gierymskiego, który
Tak oświetlone są trzy Polowania zopfowe, Alarm w obozie, Kozacy w pochodzie i Wiosna, czyli najlepsze utwory Maksa Gierymskiego z czasów jego dojrzałej twórczości. Zresztą jeżeli nawet do niektórych ze swoich obrazów oprócz pierwszego, ilustracji do Pana Tadeusza, która oświetlona jest zachodzącym słońcem, i ostatniego, Polowania par force, malowanego w pełnym świetle, wprowadzał słońce, to tylko bardzo blade, przesiane przez mgły i chmury. Bądź co bądź jednak nie było to dlań zasadą bezwzględną. Każdej chwili, odczuwając nowy charakter natury, byłby mógł zmienić charakter swoich obrazów, jakkolwiek ten był ściśle związany z jego temperamentem, z jego usposobieniem łagodnie smutnym, czego o innych malarzach, o całej czeredzie naśladowców, powiedzieć nie można. Wniosek wyprowadzony z pojedynczych zjawisk stał się dla nich nowym prawem, szkołą, dogmatem, który zasłoniwszy im oczy na cały szereg pozostałych zjawisk oświetlenia, okazał się zgubnym: wprowadził rutynę i manierę tak samo sztuczną jak rutyna i maniera oświetlenia silnie kontrastowego.
A przy tym dodać potrzeba, że oświetlenie refleksyjne, czyli — mówiąc po prostu — bezsłoneczne, nie jest wcale synonimem bezbarwności obrazu lub nawet jednostajności koloru. Można w naturze zaobserwować tysiące dni i momentów dnia bez słońca, a każdy będzie inny, inaczej ciekawy w kolorze.
Tak też jest i z obrazami Maksa Gierymskiego, który


