Album Maksa i Aleksandra Gierymskich - strona 60
Oryginalność, odrębność, samodzielność talentu Maksa Gierymskiego leży przede wszystkim w układzie, w kompozycji obrazów.
W owym czasie w Monachium mówiono tyleż o tonie, o Stitnmungu obrazu, co i oprzypadkowości układu, ale jeden tylko Gierymski przypadkowość te. wprowadził do kompozycji w zupełności, z całym wdziękiem, jaki przedstawia się w naturze, gdzie rozmaitość szczegółów jest sama w sobie celem. Wprawdzie dawniej robił już to samo Meissonier, który czasami nawet dociągał się w pewnej mierze do swego założenia; w jego obrazach jednak czuć zawsze robotę, czuć, że on chciał ułożyć szczegóły w ten sposób, aby całość przypominała naturę. U Maksa Gierymskiego tymczasem robota ginie zupełnie. Wszystkie nici przygotowawczej fastrygi zostały wyprute, tak że nie widać żadnego naciągnięcia. Ludzie poruszają się w jego obrazach z tą samą swobodą, z jaką każdy chodzi w życiu, nie myśląc, czy jakiś badyl zakryje mu obcas buta lub koniec nosa, czy gałąź w stosunku do widza przetnie mu twarz lub połę surduta. To samo z końmi, domami, drzewami, kwiatami, trawami, które zachodzą jedne za drugie, ustawiając się i szeregując bez żadnego umówionego i przyjętego ładu. A przy tym wszystko, co stanowi kompozycję — więc stosunek nieba do ziemi i figur do tła, więc oświetlenie, ukolorowanie i rozkład linii, składa się na tę pełnię wrażenia, która przypomina wrażenie natury.
Maks Gierymski powtarzał ciągle, że najdłużej pracuje nad układem, że samo wykonanie, wstawienie i wymalowanie szczegółów skończonych nie zabiera mu tyle czasu, co zdecydowanie kompozycji. Jest to rys charakterystyczny, który z jednej strony dowodzi całkiem samowiednej organizacji artystycznej, a z drugiej pokazuje dąż-
W owym czasie w Monachium mówiono tyleż o tonie, o Stitnmungu obrazu, co i oprzypadkowości układu, ale jeden tylko Gierymski przypadkowość te. wprowadził do kompozycji w zupełności, z całym wdziękiem, jaki przedstawia się w naturze, gdzie rozmaitość szczegółów jest sama w sobie celem. Wprawdzie dawniej robił już to samo Meissonier, który czasami nawet dociągał się w pewnej mierze do swego założenia; w jego obrazach jednak czuć zawsze robotę, czuć, że on chciał ułożyć szczegóły w ten sposób, aby całość przypominała naturę. U Maksa Gierymskiego tymczasem robota ginie zupełnie. Wszystkie nici przygotowawczej fastrygi zostały wyprute, tak że nie widać żadnego naciągnięcia. Ludzie poruszają się w jego obrazach z tą samą swobodą, z jaką każdy chodzi w życiu, nie myśląc, czy jakiś badyl zakryje mu obcas buta lub koniec nosa, czy gałąź w stosunku do widza przetnie mu twarz lub połę surduta. To samo z końmi, domami, drzewami, kwiatami, trawami, które zachodzą jedne za drugie, ustawiając się i szeregując bez żadnego umówionego i przyjętego ładu. A przy tym wszystko, co stanowi kompozycję — więc stosunek nieba do ziemi i figur do tła, więc oświetlenie, ukolorowanie i rozkład linii, składa się na tę pełnię wrażenia, która przypomina wrażenie natury.
Maks Gierymski powtarzał ciągle, że najdłużej pracuje nad układem, że samo wykonanie, wstawienie i wymalowanie szczegółów skończonych nie zabiera mu tyle czasu, co zdecydowanie kompozycji. Jest to rys charakterystyczny, który z jednej strony dowodzi całkiem samowiednej organizacji artystycznej, a z drugiej pokazuje dąż-


