Album Maksa i Aleksandra Gierymskich - strona 57
skiego, patrząc naturalnie jego oczami, gdyż tego, co on mógł widzieć, prawdopodobnie nikt inny by nie zauważył.
W obrazach jego wyzyskaną jest cała rozmaitość przypadkowości. Nie ma tu ani pierwszych, ani ostatnich planów w tym znaczeniu, jakie dotąd nadawano temu wyrazowi ze względu na większą lub mniejszą wagę obrazu tak co do akcji jak i samej nawet malowniczości przedmiotu. Bez żadnego skupienia akcji, bez żadnych grup głównych, bez żadnego podporządkowywania jednych zjawisk drugim obrazy jego przedstawiają pewną zamkniętą całość. Ludzie, konie, ziemia, niebo, domy i drzewa, płatki śniegu i kałuże błota są traktowane jako przedmiot równej wagi. Wszystko u niego jak w naturze jest równie dobrze narysowane, równie dobrze oświetlone, równie dobrze ukolorowane. Jeżeli tu i ówdzie można zauważyć pewną przewagę doskonałości kształtów w jednych przedmiotach nad innymi, to przyczyny szukać należy w niedostateczności środków, w braku odpowiednich studiów i. notatek z natury, nie zaś w umyślnej czy bezwiednej dążności do nadawania większego znaczenia temu lub owemu przedmiotowi, tej lub owej rzeczy. Prawdopodobnie różnice te byłyby nawet znikły z czasem zupełnie, gdyby czas nie był stanął na przeszkodzie. Nigdzie jednak nie czuć tego urządzania sceny, tego rozsuwania krajobrazu jak dekoracji w teatrze, gdzie wciąż potrzeba robić miejsce aktorom przyjmującym czynny udział w akcji dramatu. Jeżeli obraz przedstawia scenę w lesie, to drzewa nie usuwają się bynajmniej na bok ani przed ludźmi, ani przed końmi: tu gałązki przecinają twarz jakiegoś jeźdźca, tam pień zasłania nogi konia, tu pokazuje się koniec chrapu, a tam widać kawałek ręki — wszystko, jak i gdzie wy-
W obrazach jego wyzyskaną jest cała rozmaitość przypadkowości. Nie ma tu ani pierwszych, ani ostatnich planów w tym znaczeniu, jakie dotąd nadawano temu wyrazowi ze względu na większą lub mniejszą wagę obrazu tak co do akcji jak i samej nawet malowniczości przedmiotu. Bez żadnego skupienia akcji, bez żadnych grup głównych, bez żadnego podporządkowywania jednych zjawisk drugim obrazy jego przedstawiają pewną zamkniętą całość. Ludzie, konie, ziemia, niebo, domy i drzewa, płatki śniegu i kałuże błota są traktowane jako przedmiot równej wagi. Wszystko u niego jak w naturze jest równie dobrze narysowane, równie dobrze oświetlone, równie dobrze ukolorowane. Jeżeli tu i ówdzie można zauważyć pewną przewagę doskonałości kształtów w jednych przedmiotach nad innymi, to przyczyny szukać należy w niedostateczności środków, w braku odpowiednich studiów i. notatek z natury, nie zaś w umyślnej czy bezwiednej dążności do nadawania większego znaczenia temu lub owemu przedmiotowi, tej lub owej rzeczy. Prawdopodobnie różnice te byłyby nawet znikły z czasem zupełnie, gdyby czas nie był stanął na przeszkodzie. Nigdzie jednak nie czuć tego urządzania sceny, tego rozsuwania krajobrazu jak dekoracji w teatrze, gdzie wciąż potrzeba robić miejsce aktorom przyjmującym czynny udział w akcji dramatu. Jeżeli obraz przedstawia scenę w lesie, to drzewa nie usuwają się bynajmniej na bok ani przed ludźmi, ani przed końmi: tu gałązki przecinają twarz jakiegoś jeźdźca, tam pień zasłania nogi konia, tu pokazuje się koniec chrapu, a tam widać kawałek ręki — wszystko, jak i gdzie wy-


