www.netmag.com.pl

Album Maksa i Aleksandra Gierymskich - strona 41
umarłe, a po liściach wiatr przegrywa melodię smutną, podobną do westchnień smutnej piersi.
Róże, moje róże, okwitłyście już dawno! Gdzie akacji zapach rozkoszny? Ach! czemuż serce nie pęka z żalu, czemu dusza nie może ulecieć z westchnieniem ku temu, co kocha, i zginąć razem z tym, co kocha.
Lecz nie był to człowiek, któremu uczucie mogłoby odebrać świadomość. Oto, co dodaje poniżej:
«Glupi człowieku! Natura umrze i odrodzi się; miliony ludzi ujrzą ją znowu i cieszyć się będą słońcem i wiosny ciepłem, a ty na powrót wyrzekać i płakać będziesz.
Poza tym nigdzie nie widać rozpaczy; jego uczucie nie wychodzi z granic rzewnego smutku, łagodnego żalu i cierpienia.
«Od czasu — pisze do Prospera Dziekońskiego w 1873 roku — jak wyjechałem w jesieni z Warszawy, namalowałem pięć obrazów, nie licząc tych, które są już na ukończeniu. Byłem pilny i paliło mi się w ręku. Obecnie jestem zmęczony, znużony moralnie, czczy i pusty, jak gdybym już nigdy nie miał nic zrobić. A przy tym, powiedziawszy prawdę, widzę, że się zestarzałem niemało. Myślę sobie czasem: Mój Boże! mam dwadzieścia siedem lat, a czuję się pięćdziesięcioletnim starcem. Gdzież są lata młodości? Co się z nich zostało jako wspomnienie? Wygarniam od czasu do czasu garść listów z szuflady i przeglądam — to listy od Epplera, od ojca lub ciebie, to znów od siostry lub Aleksandra, kiedy ten nie myślał nawet, że będzie w Monachium i po kilku latach stanie się znanym artystą, to parę pokwitowań od krawca i szewca — ot i wszystko! Żeby się też choć przez przypadek jakiś różowy papier zabłąkał, żeby się choć jaki zwiędły listek lub zeschnięty fiołek znalazł! Nic, z czym by się wiązało wspomnienie