www.netmag.com.pl

Album Maksa i Aleksandra Gierymskich - strona 12
rakteru człowieka, jakkolwiek talent jego objawia się bardzo wcześnie, w dziecięcym wieku prawie. Wskutek tego każdy początkujący artysta, malarz, literat, muzyk, rzeźbiarz czy architekt chwyta zrazu gotowe formy i albo je nagina do swego temperamentu, albo też swój temperament stara się w nie wtłoczyć. Dopiero krystalizująca się osobowość zrzuca z siebie cudzą powlokę i znajduje formę właściwą, własną, odrębną, odpowiednią temperamentowi. Wszakże nie inaczej rzecz się miała nawet z olbrzymimi talentami Odrodzenia, którym odkopana z ziemi sztuka grecka zaimponowała tak dalece, że się w niej roztopili; jeden tylko Michał Anioł rozsadził i przesadził jej formę — wszyscy inni starali się tylko do niej dociągnąć.
Że ci, a nie inni malarze niemieccy wywierali przez pewien czas wpływ na braci Gierymskich, jest to rzeczą czystego przypadku. Jakaś reprodukcja kartonu Kaulbacha w piśmie ilustrowanym, jakaś zabłąkana fotografia świętych Overbecka musiały tu stanowić o wszystkim. Pierwsze wrażenie odebrane od dzieła istotnie dobrego lub przynajmniej lepszego niż te, które się co dzień widzi, jest zawsze silne, choć nie zawsze długotrwałe. Toteż obydwaj bracia wkrótce po przybyciu do Monachium wyleczyli się z wpływu sztuki obcej im duchem; w żadnym z ich dzieł, jakie wystawili po wyjściu z akademii monachijskiej, nie widać nawet śladu tego wpływu.
Maks Gierymski w dzienniku, jaki pod koniec życia zaczął pisać, wspomina o swoim niedoszłym mistrzu:
«Oglądałem znowu fotografię z kartonu Kaulbacha Homer i Grecy. Pominąwszy zbyt rażącą jednostajność typów, nadmierne wydłużenie figur i inne wreszcie ujemne strony rysunku — przyznać muszę, że obraz, ten zawsze robi na mnie wrażenie powagą swoją, leżącą może