www.netmag.com.pl

Albert, wójt krakowski : tragedya w 10-ciu obrazach wierszem, uwieńczona pierwszą nagrodą na konkursie imienia Wojciecha Bogusławskiego - strona 9
łoby rozwodzić się nad niedostatecznością tego źródła. Jako historya, "Dzieje" nie mogą być kompletnemi ani dokładnemi, wyszedłszy z pod pióra człowieka, który to tylko wiernie zdołał opisać i ocenić na co sam patrzył, w czem sam czynny brał udział — więc musiał z konieczności pobieżniej traktować koleje, jakie polska scena na różnych jednocześnie punktach kraju w jego nieobecności przechodziła. Całości obrazu w "Dziejach" nie szukajmy, bo zresztą nie kusił się o przedstawienie jej autor, nazywający sam siebie "literatem z biedy" który "ukrywał to co pisał przez lat 40", a "miłując nad wszystko spokój i nie chcąc pomnażać liczniejszych już nad same nauki w kraju naszym literackich wojen, przyznawał się zawczasu do wszystkich pomyłek, niedoskonałości i błędów, jakie surowym krytykom będzie się podobało w dziejach jego upatrzyć."
Jako biografia "Dzieje" jeszcze mniej dzisiejszemu badaczowi przedstawią materyału. Bogusławski mówi o sobie tak mało... a jeżeli jest do tego zmuszonym, czyni to z taką nieśmiałością, że wszystko prawie odgadnąć trzeba.
Na 239 stronnicach tych wspomnień o teatrze znajdziemy notatki o jego podróżach we wszystkie strony kraju, o walce o byt teatru prowadzonej z Francuzami, Włochami, Niemcami, często, niestety ze swoimi, a zredukowanej przez skromnego dyrektora do definicyi "kłopotów": o sztukach przedstawianych, o grze aktorów, o "repertoryum" tłómaczonem i oryginalnem — najczęściej o stosunkach finansowych, które były chroniczną chorobą nowonarodzonej sceny: ale z tego trze-