Albert, wójt krakowski : tragedya w 10-ciu obrazach wierszem, uwieńczona pierwszą nagrodą na konkursie imienia Wojciecha Bogusławskiego - strona 52
Jakaż różnica w materyale, w siłach między tą a pierwszą antrepryzą — ale jaka też różnica w otaczających teatr stosunkach! O poparciu z góry ani myśleć; trzeba było liczyć na własną popularność i na względy publiczności. Pierwsza nie ulegała wątpliwości. Bogusławski był wtedy człowiekiem przeszło czterdziestoletnim, dojrzałym, wytrawnym zarówno w sztuce życia jak we własnym zawodzie; działalność jego budziła cześć powszechną; szanowano w nim talent i charakter. Oto na poparcie głos poważny. "Scena od lat blizko dwudziestu pod kierunkiem Bogusławskiego będąca, stanowiła już moralne ciało, ściśle splecione z potrzebami społeczności. Środki bytu materyalnego były niestałe, wahające się, zależne od różnych wpływów, okoliczności i wypadków; ale talentami jakie wydała, ale współczuciem jakie zbudziła w powszechności, świadczyła już o żywotności swoich zasobów. Gasło już i przebrzmiewało owo pierwsze pokolenie wielkich artystów dramatycznych. Umilkł już na scenie potężny głos Owsińskiego, Truskolaska kończyła zawód pełen sławy, nie rozlegał się już wśród sali teatru śmiech Świeżawskiego, a Hempiński, znamienity komik, usunął się ze sceny. Wiek zachodził, a z jego zachodem bladły gwiazdy tych pierwszych aktorów naszej sceny; wiek zapadał, ale scena miała wkrótce odżyć w nowem pokoleniu artystów. I patrzcie! ze wschodem nowego wieku talenta się odradzają, scena porusza i z łona swego wyrzuca nowych gladyatorów. Srebrny, metaliczny głos Szymanowskiego odzywa się, to następca Owsińskiego; panna Truskolaska odziedzicza


