Albert, wójt krakowski : tragedya w 10-ciu obrazach wierszem, uwieńczona pierwszą nagrodą na konkursie imienia Wojciecha Bogusławskiego - strona 259
FLORYAN.
Okrutniem ciekaw, co słychać w Miechowie.
Å?OKIETEK.
Gdy padnie Miechów, to ostatnia runie
Jaskinia łotrów i zdrady wężowej.
My dumnie wtedy podniesiemy głowy,
Kiedy wróg legnie w zasłużonej trunie!
ŻEGOTA.
A Kraków, panie?
Å?OKIETEK.
Krakowa nie liczÄ™;
Rzekłem, iż gród ten ogień święty spali,
Albo Najwyższy zarazę nań wionie.
Ja baczne zwracam w tÄ™ stronÄ™ oblicze,
Miasto pierścieniem otoczę ze stali,
O jego pewnym ani wÄ…tpiÄ™ skonie.
(TrÄ…by. )
FLORYAN.
Znowu dmÄ… w trÄ…by.
WOJCIECH.
Niech grają do świtu,
Byleby tylko brały ton weselny!
Okrutniem ciekaw, co słychać w Miechowie.
Å?OKIETEK.
Gdy padnie Miechów, to ostatnia runie
Jaskinia łotrów i zdrady wężowej.
My dumnie wtedy podniesiemy głowy,
Kiedy wróg legnie w zasłużonej trunie!
ŻEGOTA.
A Kraków, panie?
Å?OKIETEK.
Krakowa nie liczÄ™;
Rzekłem, iż gród ten ogień święty spali,
Albo Najwyższy zarazę nań wionie.
Ja baczne zwracam w tÄ™ stronÄ™ oblicze,
Miasto pierścieniem otoczę ze stali,
O jego pewnym ani wÄ…tpiÄ™ skonie.
(TrÄ…by. )
FLORYAN.
Znowu dmÄ… w trÄ…by.
WOJCIECH.
Niech grają do świtu,
Byleby tylko brały ton weselny!

