Albert, wójt krakowski : tragedya w 10-ciu obrazach wierszem, uwieńczona pierwszą nagrodą na konkursie imienia Wojciecha Bogusławskiego - strona 249
BRANT.
Chodźmy do Wójta!
KECER
W górę Ratibora!
(Kilku mieszczan porywa Rafibora i niesie go
w stronę rynku. — Ciżba tłoczy się za nimi. )
LUD.
Albert, Ratibor niech żyją!
(Słychać zgiełk oddalony. —Przez sceną przebiegają
roznamiętnieni mieszkańcy. )
(Wchodzi Małgosia, oparta na ramieniu Elżbiety. )
MAÅ?GOSIA.
Z wieczora
Był jeszcze u mnie, kiedy go przypadli
Najemni sądu pachołcy zajadli.
Mimo proźb moich, i łez, i zaklęcia,
Wnet go z miłego porwali objęcia.
A dzisiaj, patrz, tam świeci szubienica!
Biedna, postokroć jam biedna dziewica!
ELŻBIETA (we łzach).
Małgosiu luba! ma siostrzyczko miła!
I ja go płaczę, i mnie on był drogi,
Bom go, jak brata własnego, lubiła.
Niechże łzy płyną, gdy cios nazbyt srogi!
Chodźmy do Wójta!
KECER
W górę Ratibora!
(Kilku mieszczan porywa Rafibora i niesie go
w stronę rynku. — Ciżba tłoczy się za nimi. )
LUD.
Albert, Ratibor niech żyją!
(Słychać zgiełk oddalony. —Przez sceną przebiegają
roznamiętnieni mieszkańcy. )
(Wchodzi Małgosia, oparta na ramieniu Elżbiety. )
MAÅ?GOSIA.
Z wieczora
Był jeszcze u mnie, kiedy go przypadli
Najemni sądu pachołcy zajadli.
Mimo proźb moich, i łez, i zaklęcia,
Wnet go z miłego porwali objęcia.
A dzisiaj, patrz, tam świeci szubienica!
Biedna, postokroć jam biedna dziewica!
ELŻBIETA (we łzach).
Małgosiu luba! ma siostrzyczko miła!
I ja go płaczę, i mnie on był drogi,
Bom go, jak brata własnego, lubiła.
Niechże łzy płyną, gdy cios nazbyt srogi!

