Aktorzy i aktorki - strona 67
sumy potrzebnej dla zaspokojenia wydatków jak jedynie moim talentem, jakkolwiek w małym stopniu go posiadam". I otrzymuje urlop na 14 dni, aby mógł zarobić trochę grosza na prowincji. Kolega Władysław Krogulski w życiorysie Pańczykowskiego drukowanym p. t. "Odludek" w N° 23 Kurjera Teatralnego z roku 1901 podaje ciekawe szczegóły z życia prywatnego artysty, który czuł wielką sympatję do górali tatrzańskich, podejmował ich i gościł w swojem skromnem mieszkanku na Starem Mieście. Wśród rozgwaru życia teatralnego nie zapomniał o wrażeniach młodości i zachował serdeczne węzły z ludem swoich stron rodzinnych.
Na scenie był on na schyłku doby romantycznej pierwszym zwiastunem realizmu, opartego w swoim zakresie na bezpośredniej obserwacji. Wskrzeszał także postacie kopalne, znikające z powierzchni ziemi. Słusznego wzrostu o twarzy wyrazistej, poczciwej i dobrodusznej, miał w sobie powagę kmiecia z pod słomianej strzechy, miał odrębny właściwy sobie ton mowy jowjalny, zatrącający akcentem ludowym. Nie rwał się do wielkich ról, ale w swoim zakresie, w epizodach ludowych był artystą skończonym, nieporównanym. Mówił mi Józef Kenig, że grając Dyndalskiego w "Zemście", skopjował Pańczykowski własnego ojca—potem niejednokrotnie opierał swoje kreacje na żywych modelach. Taka metoda może wkraczać czasem w dziedzinę pamfletu, ale, jeśli model jest dobrze wybrany, daje grze aktorskiej w rolach komedjowych pociągające piętno prawdy, opartej na żywcem pochwyconych rysach specyficznych. Jako famulus Cześnika "mocium panie" poważny, ciężkawy ze starości, suwał wolno nogami, pełen rewerencji
Na scenie był on na schyłku doby romantycznej pierwszym zwiastunem realizmu, opartego w swoim zakresie na bezpośredniej obserwacji. Wskrzeszał także postacie kopalne, znikające z powierzchni ziemi. Słusznego wzrostu o twarzy wyrazistej, poczciwej i dobrodusznej, miał w sobie powagę kmiecia z pod słomianej strzechy, miał odrębny właściwy sobie ton mowy jowjalny, zatrącający akcentem ludowym. Nie rwał się do wielkich ról, ale w swoim zakresie, w epizodach ludowych był artystą skończonym, nieporównanym. Mówił mi Józef Kenig, że grając Dyndalskiego w "Zemście", skopjował Pańczykowski własnego ojca—potem niejednokrotnie opierał swoje kreacje na żywych modelach. Taka metoda może wkraczać czasem w dziedzinę pamfletu, ale, jeśli model jest dobrze wybrany, daje grze aktorskiej w rolach komedjowych pociągające piętno prawdy, opartej na żywcem pochwyconych rysach specyficznych. Jako famulus Cześnika "mocium panie" poważny, ciężkawy ze starości, suwał wolno nogami, pełen rewerencji


