www.netmag.com.pl

Aktorzy i aktorki - strona 33
jestem przekonany, że i dzisiaj zachwyciłby nawet zwolenników modernizmu i "przeżywania" na scenie. Jego sztuka wolna od przeżytków i stęchlizny opartą była zawsze na odczuciu genjalnem wewnętrznych stanów duszy we właściwym dla artysty zakresie. Podczas przedstawienia rozmawiał swobodnie za kulisami, ale na parę chwil przed wyjściem na sceną przecinał rozmowę stanowczym gestem i zawsze się żegnał znakiem krzyża. Nie jest to czczy frazes — dla artystów wybitnych tego pokolenia sztuka była nabożeństwem, nawet kapłaństwem. Panując doskonale nad techniką, (bo bez tego niema gry świetnej i artystycznej) nie uznawali oni gry na zimno według teorji, którą rozwinął racjonalista Diderot w swym" Paradoxe sur le comédien", a po części także Coquelin (starszy) w rozprawie "L'art et le comédien", wydanej po polsku w dobrym i wiernym przekładzie Józefa Mikulskiego p. t. "Sztuka aktora" (Warszawa 1813). Nietylko w dramacie i tragedji, ale nawet w lekkiej farsie artyści polscy z tych czasów grali z wielkiem przejęciem, czasem nawet z zapamiętałością. Był Żółkowski wrażliwy na opinję nawet młodszych kolegów. Parę razy, gdy grono znajomych wybierało się do teatru, obiecywałem, że dzisiaj artysta przejdzie samego siebie. Stawałem za kulisami i wtedy rzeczywiście pan Alojzy grał podniecony z podwójną werwą, przyjmując serdecznie podczas antraktu powinszowania i pochwały.
Ubierał się w dawnym Teatrze Rozmaitości w garderobie "pod czternastką" do której ze sceny wchodziło się po wązkich schodkach. Nie lubiał samotności, chętnie w międzyaktach gawędził, żartował, jeszcze chętniej słuchał — nie grzesząc gadulstwem, wyrażał się prosto i krótko. Gdy w r. 1877 po trzykro-